niedziela, 13 stycznia 2008

A nadzieja zawieść nie może!!!

Witam was niedzielnie. Niedziela to czas żeby złapać oddech pośrodku bardzo dziko zajętego tygodnia. Testy, raporty, koniec semestru. Jeszcze do czwartku będzie szaleństwo i moim prostym marzeniem jest kończyć sprawy pracowe najpóźniej o 22.00, żeby móc się dobrze wyspać do 5.00 następnego dnia... I tak w kółko... ale to tylko do czwartku.
*
Tak jak wcześniej byłam zadziwiona tym, że po rozmowie z moim sąsiadem (tym od zalania) był we mnie pokój, tak teraz nie mogę się nadziwić, że nie ma we mnie przerażenia natłokiem spraw, wręcz przeciwnie, pokój i radość. Nie z zalatania, oczywiście, ale z tego, że Pan jest ze mną zawsze w swoim Duchu i że w każdej porze pozwala mi rozkoszować się Jego obecnością i wydawać owoc. No i cieszę się, że już niedługo potem ferie :) ha ha ha.
*
Może wam się to wyda trywialne, takie rzeczy - nie przejmowanie się kwestiami finansowymi, nie poddawanie się presji czasu. Ale dla mnie to były kwestie, które zatruwały mi życie długimi latami i kiedy tak mijał rok, dwa lata, dziesięć lat i nie było zmiany, zaczynałam tracić nadzieję. A jednak. Bóg przychodzi. Bóg wyzwala.
*
Nie wiem, czy mogłam sama coś zrobić, żeby zmiana przyszła wcześniej. Pewnie tak. Nie bać się wyjść z łodzi. Zapomnieć o sobie. Więcej rozkoszować się Nim. Być bardziej szczera przed sobą i przed Nim na temat tego, co się we mnie dzieje. Bardziej traktować Go jako Ojca, który zawsze jest po mojej stronie, niż zleceniodawcę, który oczekuje, że spełnię pewne wymagania i wykonam pewne zadania. Bardziej żyć przed Nim niż przed ludźmi... Inwestować więcej w poznawanie Go niż w generowanie wymiernych dowodów, że robię coś dla Niego. Pewnie tak, pewnie sama opóźniłam Boże odpowiedzi. Ale i to Pan wykorzysta dla dobra i odkupi. Wykorzysta moje doświadczenie i to, czego się nauczyłam i co sprawiło, że jednak wytrwałam i jestem tu dziś. Pewnie też trochę to opóźnienie zależy od nadejścia konkretnej "pełni czasu" dla każdej z tych spraw.
*
Cokolwiek by nie było - to co wydawało się, że nie nadejdzie już nigdy, nadeszło. Jest tutaj w tej chwili kiedy piszę. Uśmiecha się do was razem ze mną :)
*
Jezus powiedział, że przyszedł aby dać nam obfite życie. Jeśli położyliśmy w Nim naszą ufność, a jednak nie doświadczamy Jego obfitości - nie gódźmy się z tym kochani. Szukajmy, tupmy, dobijamy się pytajmy Pana o co chodzi. I nie popuśćmy, aż to na co mamy nadzieję nadejdzie. Ale dobijajmy się Prawdziwej Obfitości, a nie naszego obecnego wyobrażenia o niej. Wylewajmy serce i słuchajmy Bożych odpowiedzi. Spędzajmy z Nim czas, szukajmy Go i nie traćmy nadziei aż - być może - zmienią się okoliczności, a jeszcze pewniej - aż zmienimy się my.
*
Kochani, życzę wam świeżej, soczystej nadziei na obfite życie, które przecież Jezus nabył dla każdego z nas imiennie swoją drogocenną krwią. I do usłyszenia wkrótce... mam nadzieję :)

poniedziałek, 7 stycznia 2008

Namaszczasz mi głowę olejkiem

Poniedziałki i środy są dla mnie ogromnym wyzwaniem jeśli chodzi zarówno o ilość, jaki i trudność przeprowadzanych lekcji. Szczególnie karkołomne jest pełne różnego asortymentu grup dziecięcych popołudnie. Nie ukrywam, że dziś, pierwszy po świątecznej przerwie poniedziałek napawał mnie sporym przerażeniem. I choć cały dzień chodziłam i ogłaszałam nad sobą pokój i odpoczynek w Chrystusie, to stres falami powracał.
***
Aż. Aż coś co wpadło mi w ucho nagle uświadomiło mi, że ja potrzebuję na te lekcje mieć namaszczenie od Pana! Nie wiem jak wy, ale ja to jakoś tak jak się nie zastanowię głębiej, to o namaszczeniu myślę tylko w kontekście jakiejś konkretnej, uduchowionej, takiej wielkiej i poważnej Służby, oczywiście przez duże S. Że namaszczony to może być nauczyciel Słowa, lider uwielbienia, wstawiennik. No oczywiście namaszczenia potrzebuje ten co ma dar uzdrawiania, rozeznawania duchów i wskrzeszania zmarłych. Ale nauczyciel angielskiego? Ktoby kiedykolwiek modlił się o to, żeby być namaszczonym nauczycielem angielskiego?
***
Ale owo coś co usłyszałam dziś uświadomiło mi nagle, że my mamy chodzić w namaszczeniu cały czas. Mamy być ludem namaszczonym, żyć nadprzyrodzonym życiem, być pełni owoców Ducha i funkcjonować w Jego darach na ulicy, w sklepie, w szkole, w pracy. Chodzić w pokoju tam gdzie świat ma stresa, rozlewać miłość, tam gdzie niemożliwe jest kochać, mówić słowa pełne namaszczonej pociechy, zachęty, słowa pełnej mocy Ewangelii, słowa poznania i wiedzy. Wszyscy potrzebujemy namaszczenia do Wielkiej Służby jednania ludzi z Bogiem i kochania tych, których On umiłował. Jak sobie to uświadomiłam to aż oczy mi się zrobiły jak dwa spodeczki. To jest dokładnie to czego potrzebuję na te cztery lekcje. Potrzebuję namaszczenia. Potrzebuję być namaszczoną nauczycielką angielskiego. I zaczęłam wołać do Pana o Jego namaszczenie, nie dlatego że mam posługiwać na jakiejś konfie, ale dlatego że mam po prostu być sługą i światłem i solą wszędzie gdzie idę. I to było namaszczone popołudnie. Nadprzyrodzone.
***
Tak że nie czekaj, aż przyjdzie okazja do Wielkiej Służby, żeby modlić się o Boże namaszczenie. Bądź namaszczonym nauczycielem, namaszczonym studentem, namaszczonym współpracownikiem, namaszczonym szefem, namaszczonym sąsiadem, namaszczoną mamą, namaszczonym tatą. Bądź człowiekiem z nieba. Żyj życiem nadprzyrodzonym już dziś.
***
Proś a dam ci. Mówi Pan. - Jeśli więc wy, którzy jesteście źli, umiecie dobre dary dawać dzieciom swoim, o ileż bardziej Ojciec niebieski da Ducha Świętego tym, którzy go proszą. - Łk 11:13
***
Proście.

niedziela, 6 stycznia 2008

Happy New Year!

Witam was wszystkich serdecznie w Nowym Roku 2008! Mam nadzieję, że będzie to dla nas wszystkich rok wielkich radości, wzrostu, postępu, uwolnienia.
***
Nie wiem jak wy, ale ja bardzo lubię Nowe Roki ;) Nie jestem ortodoksyjnie przywiązana do Sylwestrów i nie czuję wewnętrznego przymusu, żeby co roku doczekiwać 12-ej, ale Nowe Roki to zawsze lubię. Bardzo lubię szczególnie nowe kalendarze. A najszczególniej takie, które nosi się w torebce i zapisuje urodziny, wydarzenia i to co się dzieje. Zawsze ale to zawsze napełniają mnie one optymizmem, wyzwalają wyobraźnię, motywują do zrobienia porządku w życiu, wywalenia zajęć, które tylko zajmują miejsce (tzw. martwych uczynków) i znalezienia miejsca na rzeczy, które mają znaczenie w wieczności. Prowokują, żeby siąść przed Panem Bogiem i odbyć szczerą rozmowę na temat "musi jeszcze być coś więcej". A Pan co roku przychodzi i mówi "Nie ciało i nie krew ci to objawiły". No może nie dokładnie tymi słowami, ale takie jest przesłanie. I co roku okazuje się, że rzeczywiście tak jest. Jest więcej. Więcej pokoju, radości, więcej wolności, więcej umierania starej natury i więcej życia w obfitości Bożego przeznaczenia. Jest więcej dla każdego z nas. I nie ma znaczenia jacy jesteśmy i co sobą na dziś dzień reprezentujemy. Bo to "coś więcej" czeka na nas nie ze względu na to jacy my jesteśmy, ale ze względu na to jaki jest nasz Ojciec w niebie i ze względu na to, co dla nas zrobił Jezus.
***
Pozdrawiam was dzisiaj serdecznie i noworocznie z panującej w moim domku pełnej odpoczynku i pociechy, słodkiej, miękkiej, przesyconej zapachem wanilii i migoczącej ciepłym blaskiem świec ciszy. Ciszy w której mieszka Jego obecność i w której słychać Jego szept. Niech na tę świętą ciszę znajdzie się w tym roku chwila także w waszym życiu, na tyle długa byście mogli odtechnąć z ulgą, znaleźć pociechę, wiarę i umocnienie i abyście mogli usłyszeć budzące do życia i radości słowa: "Jest więcej. To jeszcze nie koniec Twojej historii".

piątek, 28 grudnia 2007

Wielkie proste radości

Popatrzcie, taki sobie prosty obrazek, a od razu się człowiekowi robi inaczej! Warto takie obrazki oglądać, kiedy za oknem ponuro. Proste rzeczy mogą przynosić tak wiele radości. A Pan jest dobry i daje nam tak wiele prostych, ślicznych "obrazków" każdego dnia. Czym się dzisiaj cieszę?
:
Cieszę się ze świeczek zapachowych, które bardzo bardzo lubię i które mogę rozpalać w moim własnym domku. Zapalić świeczkę, cieszyć się wolnym od pośpiechu dniem, zamknąć oczy, uśmiechnąć się do Jezusa.

Cieszę się z nowego typu herbaty, który wykryłam w Tesco i cieszę się ze znanego mi już rodzaju herbaty, którym też lubię się raczyć. Cieszę się, że tyle mamy teraz opcji różnych herbatek do kupienia.

Cieszę się, ze mam za co kupić świeczki i herbatki.

Cieszę się z szaleństw internetowych, które popełniłam wczoraj i przedwczoraj w ramach ferii, z porządku na mojej stronie flickra, ze zdjęć Natanka i mnie w wersji w soczewkach. Chcecie zobaczyć - z boku jest link!

Cieszę się z iGoogle'a i wszystkiego co na nim sobie umieściłam. Ale oni sprytne rzeczy robią w dzisiejszych czasach.

Cieszę się, z wczorajszego spotkania z rodzeństwem i przyjaciółmi, z którymi działamy dla Jezusa tu na Ursynowie, z tego co my nazywamy "Kościołem dla ludzi". Cieszę się z głębokiego dzielenia marzeniami o kościele, który Bóg wkłada nam serce i cieszę się ze świeżej wizji na przyszły rok.

Cieszę się z czasu spędzonego z rodziną w czasie świąt.

Cieszę się, że mogę się z Jezusem cieszyć i mogę z Nim płakać. Cieszę się, że mogę Mu powiedzieć, że Go nie rozumiem i On się nie obrazi. Cieszę się, że nie muszę rozumieć tego, co On robi w moim zyciu, ale zawsze mogę Mu ufać.

Cieszę się z piosenek, które dostałam od wydawcy Newsboysów w prezencie gwiazdkowym, że mnie zachęcają i budują i mogę przy nich poskakać i powirować i pogibać się i wyciszyć się nieraz też i odpłynąć i odetchnąć i znaleźć wytchnienie.

Cieszę się z nowych kalendarzy na Nowy Rok. I z tego do torebki, takiego pastelowego z gumką, co go sobie sama kupiłam i który jest tak niesamowicie madziowaty. I z tego hawajskiego, co przyleciał pocztą z Hawajów i który będzie wisiał przy biurku. I w którym wszystkie miesiące i dni tygodnia są zarówno po angielsku, jak i po hawajsku!!! Wow!!! I z tego od rodzeństwa z cytatami z Biblii i... zdjęciami Natanka, który będzie stał przy mojej "poduszce modlitewnej". Właśnie tak! Każdy miesiąc z innym pięknym zdjęciem Niuniaszka! I z tego internetowego, w którym mozna tak łatwo wpisywać i zmieniać różne rzeczy i w który mogą zawsze mieć wgląd najbliźsi przyjaciele.

Cieszę się, że istnieje we moim życiu zjawisko takie jak najbliźsi przyjaciele!!!

Cieszę się, ze jest Nowy Rok, bo ja niesamowicie lubie Nowe Początki, Nowe Perspektywy, Nową Łaskę, Nową Nadzieję i w ogóle wszelkie Nowe Nowe.

Cieszę się z konferencji Przełom, która się jutro zaczyna. Cieszę się ze wspólnego uwielbienia, z ludzi, których spotkam, z nauczań, z tego wszystkiego co Pan będzie mówił mi na tak wiele różnych sposobów.

Cieszę się, o jak strasznie, niesamowicie, ogromnie się cieszę, że w Jezusie jest moje zbawienie, że wiem, że przyjdzie taki dzień, kiedy zobaczę go twarzą w twarz i nie będzie wtedy łez ani cierpienia.

Cieszę się tez, ze Pan nie zakończył jeszcze pisać mojej historii tu na ziemi. Że jeszcze nie jeden raz mnie i was zadziwi obrotem takich czy innych spraw w opowieści o życiu Magda K.

Cieszę się, że rosnę, nawet kiedy boli. Cieszę się, że wypuszczam sprawy i ludzi z dłoni, nawet jeśli strach. Cieszę się z wolności, w którą się wtedy wchodzi i ciężaru, który spada człowiekowi z ramion.

Cieszę się, że mogę uczyć się na błędach i nie muszę, naprawdę nie muszę być doskonała i bezbłędna. Ba! Nawet nie ma takiej opcji, żebym była, więc mogę wyluzować. Z czego się cieszę.

Cieszę się, że jest więcej. Ze jest więcej rzeczy do odkrycia i zrobienia w Panu. Ze jest wiecej głębi i treści w tym co się dzieje teraz niż sobie zdaję sprawę. Ze jest więcej odcisków palców Pana w tym co już minęło. I ze choć jeszcze teraz tego nie widzę, przyjdzie dzień, czy Tu czy Tam, kiedy będę wiedziała. I będę świętować z tego powodu razem z Jezusem, z aniołami i kochanymi świętymi i naszej radości nie będzie końca.

Cieszę się, że znam angielski i mogę przez to tyle ciekawych rzeczy czytać, oglądać, tyle ciekawych poznać ludzi, w tylu ciekawych miejscach być użyteczną.

Cieszę się z tych rzeczy, których nie umiem, że może się kiedyś nauczę, albo że zawsze będę potrzebowała innych w tych dziedzinach i nie spotka mnie nieszczęście jakim jest samowystarczalność.

Cieszę się, o jakże się cieszę ze Słowa Bożego, że jest Prawdą, że jest Słodką, Potężną, Pełną Mocy Prawdą. Za ten przywilej, że mogę się tą Prawdą napełniać, radować, że czuję jak Duch porusza się we mnie i potwierdza w moim sercu to co czytają oczy, to co mówią usta i zmienia się moje życie.

Cieszę się każdą chwilą kiedy jest mi tak cudownie, że aż zamykam oczy i uśmiecham się ku niebu: po przeczytaniu niezwykłego Słowa; po czymś zachęcającym, co powiedział ukochany przyjaciel; po łyczku bardzo dobrej kawy; w czasie słuchania pięknej piosenki o Jezusie; albo w czasie ciepłej, pachnącej bąbelkowej kąpieli po zmarznięciu lub po prostu po ciężkim dniu.

Ależ, ależ, ależ! Chyba mogłabym tak jeszcze długo! Miało być o czymś całkiem innym. Miało być o tym jak to człowiek nieraz czuje, że rośnie. I jak to boli. I jakie to słodkie. Ale o tym chyba innym razem, bo jak się zaczełam cieszyć to już mnie poniosło! Czego i wam życzę moi drodzy. A może... A może by tak dać się MadziMadzi sprowokować i korzystając z nastroju i luzu świąteczno-noworocznego siąśc i... zapisać z czego się cieszycie? Tak naprawdę na serio zapisać - długopisem, albo klawiszem komputerowym, ale tak zeby naprawdę było przelane na trwały nośnik, widzialne i dostępne? Możecie się zdziwić. Trudno zacząć... ale ponosi człowieka o wiele łatwiej niż by się ów człowiek kiedykolwiek spodziewał. A jak dobrze robi to na serce! Życzę wam kochani zawsze jak najlepiej. Cieszcie się. Cieszcie się nadzieją. Cieszcie się prostymi rzeczami i tymi wielkimi. Cieszcie się w Panu. Cieszcie się codziennie. A radość w Panu będzie waszą siłą. Całuję i ściskam mocno mocno. M

niedziela, 16 grudnia 2007

Obfite życie

Kochani. Dzięki za to, że czytacie i reagujecie na mojego bloga... i za dopytywanie się o to, co ze mną od ostatniego wpisu. Spieszę się więc donieść, ze z jednej strony mozna powiedziec, ze nic specjalnego się nie wydarzalo, z drugiej strony dzialo się tak duzo, ze to az głowa mała. Zalezy kto patrzy i jak patrzy. Nie wydaje się wam, jakie to smieszne - jedni uwazają za zdarzenie tylko takie rzeczy jak nowa praca, zamązpójście, przeprowadzka, smierc, narodziny, badz chociazby zakup samochodu albo, no przynajmniej telewizora plazmowego. Albo, juz nie badzmy tacy wymagający - niech będzie chociaż chomik. Otóz ja nic takiego nie zrobilam. Jestem zdrowa, nie wyszlam za maz, nie przeprowadzilam sie i nie mam chomika. Przepraszam. Bylo jedno wydarzenie z kategorii. Nabylam mianowicie szkla kontaktowe i juz je nosze prawie trzy tygodnie. Bylam na sprawdzeniu i pan doktor powiedzial, ze wszystko jest w porządalu i mogę nosić. Jest to dla mnie ciekawa zmiana. Ale tak poza tym to raczej bez zmian. Duzo pracuje, przez prace Pan mnie ksztaltuje a ludzi dotyka. Sąsiad milczy. Spotkania wszystkie co się odbywaly, odbywają się. Cwiczę regularnie na stepie oglądając moją wciąż ulubioną Joyce Meyer. Zaglądam do bratanka Natanka. Toczę modlitewną i Chrystocentryczną, czasem bardzo głęboką a czasem bardzo radosną koresponduję z Jayem Hawajczykiem. Spoko.

Ale we mnie. Ale co się dzieje we mnie. Tymczasem we mnie dzieje się nauczanie na temat obfitego życia. Nauczałam na ten temat ostanio zarówno tu na Kabatach jak i na muzykach, ale przede wszystkim to Pan mnie samą zyciowo naucza w tej materii. Otóż wpadłam ostatnio na to, że obfite życie wiąże się i zaczyna się i wychodzi od obfitości owocu w nas - owocu Ducha Świętego. Pokoju, radości, miłości, cierpliwości, etc. zajrzyjcie do Galacjan 5. Obfitość, której za nic i nigdy nie da nam świat to nie obfitość wypasionych okoliczności, ale to, że możemy kwitnąć niezależnie od okoliczności. Bo mieć pokój, kiedy dookoła jest spokojnie to każdy umie. Być cierpliwym, kiedy sytuacja nie wymaga cierpliwości, kochać, kiedy ktoś nas kocha i nie bać się, kiedy nie ma się czego bać. Wspaniałość daru Bożego polega na tym, że czy jest dobrze, czy jest trudno, my ze względu na Jego Ducha w nas możemy mieć taki sam pokój, jakby była plaża i full wypas. Nie ma takiej rzeczy, której diabeł mógłby użyć, aby okraść nas z radości i pokoju i łagodności. To ci jest dopiero obfitość!!!! I wiecie co? Jezus powiedział, że On właśnie po to przyszedł, żebyśmy to naprawdę mieli!!!! Nie żeby teoretycznie, ale żeby naprawdę. Doświadczyłam tego w tej mojej sytuacji z sąsiadem, ten pokój wbrew okolicznościom, który był zdecydowanie darem Bożym a nie wynikiem mojego spięcia... no i obudziło to we mnie apetyt, żeby pójść za ciosem i nabyć tę samą wolność także w innych dziedzinach.

Jak to zrobić? Przede wszystkim przyjąć przez wiarę to, że wszelki owoc duchowy już w nas jest, jeśli tylko jest w nas Duch Święty. Może on być nie widoczny. Tak jak nie wywołane zdjęcie już jest w aparacie, nawet jeśli na można go jeszcze obejrzeć, albo nie wyćwiczony mięsień gdzieś tam siedzi pod skórą, choć na oko nic na to nie wskazuje. Jak już to przyjmiemy przez wiarę, to możemy dziękować za ten dar Bogu i napełniać się Słowem na ten temat i modlić się tym Słowem i pilnować ust, żeby nie mówić, że go nie mamy. I nie starać się wypracować tych owoców swoimi siłami, bo wzrost daje tylko Bóg. Nawet jeśli podlewamy i nawozimy, musimy uznać, że wzrost da tylko On i że bez Niego nic nie możemy uczynić. Więc przychodzić do Niego i prosić o łaskę i wzrost.

Takich modlitw Pan chętnie wysłuchuje. I kiedy wołamy On odpowiada. Tylko, żeby być w stanie przyjąć Jego odpowiedź musimy być świadomi jednej rzeczy. Że owoc pokoju hoduje się w sytuacji, kiedy po ludzku nie sposób mieć pokój. Łagodność hoduje się w sytuacji, która po ludzku budzi gniew. Cierpliwość hoduje się w miejscu, kiedy trzeba na coś czekać i to czekanie jest trudne. I jeśli jesteśmy tego świadomi, że tak to właśnie jest, to w trudnej sytuacji zamiast obrażać się na Pana, rozpoznamy w niej Bożą odpowiedź i powiemy "Dzięki ci Panie, że dajesz mi wzrost" i będziemy jeszcze bardziej Mu się poddawać i szukać Jego łaski, pokutować kiedy upadniemy, przyjmować Jego przebaczenie, radować się Jego miłosierdziem i napełniać się Jego Słowem. Aż pewnego dnia odkryjemy, że w sytuacji, która zwykle wzbudzała nasz gniew, tego gniewu nie ma. Że jesteśmy wolni. Wow (łał).

I bardzo często w dopiero wtedy następuje odpowiedź w formie zmiany okoliczności. Bo w tej sytuacji Pan wie, że nasza obfitość nie zależy od tych okoliczności. Bo to nie to, że Pan nie chce nam dawać fantastycznych zwycięstw, takich widzialnych gołym światowym okiem. Ale droga do nich często będzie prowadzić przez góry i doły, przez sytuacje wymagające wiary i cierpliwości i wolności od lęku i gniewu... A żeby to przejść to już potrzebujemy obfitości owoców w nas. Niezależności od okoliczności.

To jest prawdziwa rewolucja, taka obfitość. Przy niej wysiada i chomik i telewizor i samochód i sąsiad i Hawajczyk i śmierć i narodziny. I właśnie to się dzieje w tej chwili w moim życiu. Pan odpowiada na moje modlitwy. I daje mi sytuacje, w których po ludzku zawsze się bałam, w których traciłam poczucie bezpieczeństwa, w których brakowało mi cierpliwości, w których litowałam się nad sobą... I w każdej z tych sytuacji po kolei, po stoczeniu walki z moim ciałkiem i koncentracją na sobie i niewiarą, Pan daje mi wzrost w takim czy innym owocu i wolność o jakiej nigdy wcześniej nie marzyłam.

Więc życie bywa wyzwaniem. Ale nigdy chyba jeszcze nie byłam tak jasno świadoma, że rosnę. I nie miałam tak często tak głębokich chwil odpoczynku w Bożym pokoju i Jego miłości i akceptacji. Czy jest łatwo? Nie. Czy jest niebiańsko? Niewątpliwie. Po stokroć i tysiąckroć TAK.

Czego i wam życzę. Całuję przedświatecznie. Pamiętajcie o Jezusie. M

niedziela, 25 listopada 2007

Czekam. Ufam. Rosnę.


Kochani, jestem w tak przedziwnym stanie, ze nawet nie potrafię go opisać inaczej niz wlasnie te kilka słów w tytule posta. Czekam. Ufam. Rosnę.

....

Jeśli chodzi o faktografię. Odbyłam wspaniałą podróż do Kalisza w weekend 10-11 listopada. Pogadałam z tamtejszym pastorostwem i opowiedziałam im wszystko, wszystko, wszystko co leżało mi nas sercu, co się działo, co budziło moje wątpliwości, rozterki, rozbudzało nadzieje w ciągu ostatniego roku. Były tam przeróżne sensacje i bałam się nieco, że po ich ujawnieniu zostanę wysadzona gdzieś w środku Polski (bo rozmowa główna odbywała się w samochodzie w drodze z Warszawy do Kalisza) i będę wracać do domu na piechotę, albo jakoś tak. Okazało się jednak, że moje najsmakowitsze kąski to ponoć "pikuś" i "nawet nie powiało sensacją". No cóż, mi to ciągle wieje sensacją w duszy, niemniej nie mogę ukryć, ze wspaniale jest wiedziec, iz gdzieś tam w Polsce są ludzie, którzy wiedzą wszystko to samo co ja wiem i nie przestają mnie lubić. O ILEZ BARDZIEJ BÓG!!! Jest to moje nieustające odkrycie tego roku. Ze Magda K moze się pogubić, zabłądzić, nawalić, a Bóg i tak będzie ją kochał. Nie znaczy to, ze będę teraz specjalnie nawalać i błądzić. Ale niesamowita jest świadomość, że MOGĘ. Ze nie oczekuje się ode mnie doskonalości. Wspaniałe.

...

Bo ja bardzo nie rozumiem, co się ze mną dzieje, co Bóg ze mną robi. Wiem, ze robi cos głęboko.

...

Duzo pracuję i choć mniej się denerwuję, ale kosztuje mnie to wiele sił. Doświadczam tez w tej pracy bardzo róznych wyzwań, ale i wzruszeń, a Boza ręka spoczywa na tym wszystkim bardzo mocno. To dla mnie wciąz nowość. Uczenie się do jakiego stopnia kluczowe jest dla Boga jak ja będę służyć Jemu i jakim będę Ambasadorem Jego w świecie.

...

Jeżdżę na spotkania muzyków na daleką północ i podejmuję gości u mnie w domu co niedzielę na spotkaniach biblijnych. Dzielę się w miarę możliwości tym, co Bóg kładzie mi na sercu. Nieustannie się dziwię, że w moim zamieszaniu zawsze jest coś, coś nowego i świeżego, czym mogę się podzielić. A naprawdę zawsze jest. Dziwne, bo choć spędzam czas z Panem, ale jest to teraz czas w dużej mierze płakania, wylewania serca, przyjmowania pociechy, ufania, śpiewania, ogłaszania, wyznawania wiary, uwielbienia. Bycia. Niesamowite, że rodzi się z tego czasem coś, co może się takze przydać i innej osobie. To tylko dzięki Jego łasce i miłosierdziu.

...

Sąsiad popadł w kolejną fazę milczenia, więc dalej nie wiem. Czekam. Są dni, kiedy mój pokój ducha jest zagrożony i atakowany. Chciałabym mieć tę sprawę zamkniętą. Ale staram się pilnować myśli i uwielbiać Pana. Błogosławię człowieka, modlę się za niego. Ufam Bogu.

...

No i jest cały obszar pragnień, które pojawiły się w moim sercu, o których istnieniu nie wiedziałam wcześniej, nawet nie podejrzewałam. Wywołane w jakiś sposób przez radosne rzeczy w moim życiu. Przez nadejście Natanka, bratanka. Przez niezwykłą korespondencję z niezwykłym mężczyzną z dalekiej ziemi. Pojawiły się we mnie pragnienia tak czyste, tak bezinteresowne i tak mocne, że zapiera mi chwilami dech w piersi. Pojawiły się po raz pierwszy w czasie, kiedy po ludzku to właściwie mogłyby sobie one dać spokój. I dokładnie w momencie kiedy się pojawiły, Pan powiedział, zeby je całkowicie oddać w Jego ręce. Oddać całkowicie kwestię, dlaczego się pojawiły, skoro miałam tyle lat łaskę ich nie odczuwać. Widzę teraz, że gdybym przez te wszystkie lata przeżywała to, co przeżywam teraz z taką mocą, to nie byłabym w stanie funkcjonować tak długo, niespełniona. Oddać całkowicie wszystkie pytania po co i dlaczego. A już napewno oddać mu pytania czy i kiedy. Czuję się trochę jakbym umierała i pewnie tak trochę jest. Umieram dla swoich własnych celów. Umieram dla braku zaufania, dla niewiary, dla niecierpliwości. Wiem, że Pan jest bardzo blisko. Wiem, że mnie kocha. Doświadczam Jego pociechy. Odczuwam obecność Jego aniołów. Odkrywam rzeczy, które są tak piękne, że aż boli. Im są piękniejsze, tym bardziej boli. Ale piękno tych odkryć jest warte każdego bólu.

...

Przepraszam, że taka jestem tym razem mistyczna poetyczna. Ale tereny, po których kroczę są tak nowe, przedziwne i tak równocześnie emocjonalne... Nie chcę użyć słów, które ubrałyby coś w niewłaściwą definicję, stworzyłyby jakąś rzeczywistość, której tak naprawdę nie ma.

...

To dosyć dobrze opisuję co przeżywam. Wiem, jestem absolutnie pewna, że dzieje się coś epokowego, przynajmnie dla mojego własnego życia. Ale nie da się tym z kimkolwiek podzielić, bo wymyka się to słowom. Wymyka się to definicjom. Czekam. Czekam aż przyjdą od Pana właściwe słowa. Czekam na Jego kolejny ruch. Czekam na Niego.

...

Dobrze jest. Dobrze jest czekać na Pana. Jest to miejsce pokoju i odpoczynku bez względu na okolicznosci. Jest to miejsce wzrastania i przemiany. Jest to miejsce wolności od presji tego świata. Jest to miejsce gdzie rodzą się odpowiedzi ale także cierpliwość w czekaniu na nie.

...

Czy potrzebujesz tego? Odpoczynku? Wolności? Odpowiedzi? Cierpliwości. Usiądź w ciszy przed Panem. Uwielbiaj Go. Czekaj. Przed Nim możesz wylać nawet to co wymyka się słowom. On wie. I Jego nadejscie jest pewne jak swit poranka. On slyszy. On wie. On wie kim naprawdę jesteś.

...

Hush little baby. Hush.

sobota, 3 listopada 2007

Sezon spełnionych modlitw

Kochani, bardzo dziękuję wszystkim, którzy modlili się za mojego brata, bratową i bratanka. Otóż jeśli jeszcze ktoś nie wie, to w czwartek 25 października tuż przed drugą w nocy urodził się mój bratanek Natanek!!! Urodził się miesiąc za wcześnie - według medycyny, ale oczywiście według Pana urodził się w sam raz! Jest to syn, którego Bóg obiecał, że się urodzi mojemy braterstwu w 2007 roku - no i załapał się na końcówkę roku. Myśleliśmy, że jeszcze bardziej na końcówkę, a jemu, jak się okazuje nieco się pospieszyło. Natan ma się dobrze, choć jeszcze jest w szpitalu, ale już nie w inkubatorze, nie ma żadnego zakażenia, musi jeszcze nauczyć się koordynować ssanie i oddychanie i będzie mógł pójść do domu. Prosimy o modlitwę za nowoprzybyłego człowieczka i młodych rodziców. Natanek jest więc jedną z wysłuchanych ostatnio modlitw - ale nie jedyną!

Przeglądałam ostatnio mówi dziennik duchowy z tego roku. W ogóle wiele rzeczy ostatnio przeglądałam, proroctw, dzienników duchowych, snów, szukając odpowiedzi, odnajdując kolejne odciski Bożej ręki w moim życiu. Niemniej to właśnie w dzienniku duchowym z tego roku, pod datą 4 lutego znalazłam następujący wpis:

SŁYSZĘ KAŻDE TWOJE SŁOWO - MÓWI PAN - NAWET TO, W GŁĘBI TWOJEGO SERCA, KTÓREGO TY SAMA NIE SŁYSZYSZ. NADCHODZI SEZON WYSŁUCHANYCH MODLITW. PROŚ A DAM CI.

To jest właśnie teraz. Właśnie teraz jest czas kiedy rzeczy, o które prosiłam Boga latami stają się ciałem w moim życiu. Jedną z moich najdłużej zanoszonych do Pana modlitw przez lata była modlitwa o zwycięstwo nad spięciem i o chodzenie bez lęku, w pokoju, szczególnie w dziedzinie praktycznych aspektów codziennego życia - finansów i zaopatrzenia. Dla mnie, jako singla, utrzymującego się z działalności gospodarczej jako lektor/tłumacz, był to od dawna obszar, który spędzał mi często gęsto sen z powiek. Wystarczyło, że nieraz miałam trudności z "zapięciem" miesiąca i wszelka radość znikała z mojego życia. Bóg nigdy mnie nie zawiódł w tej dziedzinie i mam mnóstwo świadectw naprawdę nadprzyrodzonego Bożego zaopatrzenia. A jednak, w obliczu każdej nowej trudności, paraliżował mnie strach. A tu. Po pierwsze to w tym miesiącu, jako ostatnim, w którym żyłam z "wakacyjnej" pensji, miałam naprawdę dużą trudność z dożyciem do kolejnej wypłaty, ale nie miałam grama lęku. A potem sąsiad, ten od zalania, którego się tak okrutnie bałam, przyniósł mi swoje roszczenie, jakoś tam uzasadnione, naciągane, ale w tak sprytny sposób, że dałoby się o to kłócić tylko przed sądem. Kwota kilku miesięcy moich dochodów, dwa razy tyle ile udało mi się zaoszczędzić przez cały zeszły rok. Moja mama, obecna przy całej wymianie o mało nie zaczęła włosów rwać z głowy. Krzyczy, że krwiopijca, że bez zmrużenia oka niszczy drugiemy człowiekowi życie (niby mi). A ja siedzę, patrzę na całość sytuacji i mam całkowity pokój. Przecież to tylko pieniądze. Weźmiemy roszczenie, pomodlimy się, pogadamy czy nie da się obniżyć. Ile by w końcu nie było do zapłacenia, Pan da, czy to przez przyjaciela, który pożyczy i któremu będę mogła spłacać po troszeńku albo zaopatrzy mnie w dowolny inny sposób. A czy to teraz czy później diabeł i tak będzie musiał oddać wszystko co mi ukradł i to siedmiokrotnie. To jasne. Przecież żyjemy w wieczności i pieniądz to tak mała rzecz, a Bóg taki wielki. Nic. Nic się nie zdenerwowałam. Pomyślałam jeszcze, może jestem w szoku. Ale następnego dnia rano modlę się i nie wychodzi z moich ust nic tylko uwielbienie i dziękczynienie i radość. Pan mój Pan mnie wysłuchał. Dokonał cudu! Jestem wolna! Diabeł myślał, że to będzie najgorszy dzień mojego życia, a ja cały dzień chodziłam tańcząc! Ale się cieszyłam z tego, jaki diabeł był wściekły. Wiecie, moja kochana Joyce'ka mówi często, że jak diabeł dotyka naszych rzeczy, to nie dlatego, żeby zależało mu na naszych rzeczach. On jest mieszkańcem rzeczywistości duchowej i materialne dobra nie są mu na nic potrzebne. On chce nas okraść z naszej radości i pokoju. I nic go bardziej nie rozwściecza jak to, że on dotknie naszych okoliczności a nas to nie ruszy! Czy to nie wspaniałe wiedzieć, że się zrobiło złemu taki numer!!! Teraz nie mogę pojąć jak ja kiedykolwiek się mogłam takimi rzeczami przejmować.

To dla mnie cud. Większa radość niż gdyby sąsiad darował mi całkowicie to zalanie. Bo Bóg wysłuchał mojej modlitwy a ja jestem wolna!!! Free at last!

W czerwcu wypisałam w dzienniku obietnice Boże, których spełnienia jeszcze nie oglądam. W większości z nich modliłam się już wiele lat. Od tamtej pory modliłam się w tych sprawach więcej niż dawniej, więcej wyznawałam w tych obszarach obietnice Słowa Bożego, no bo... no bo mnie taka wzięła zawziętość. Najwyraźniej Pan pobudził mnie do wzmożonej modlitwy, bo to był już czas... a ja nawet nie wiedziałam.

Czas doświadczenia pokoju, jakiego świat nie daje.
Czas odpoczynku, w który wchodzi się przez wiarę.
Czas służenia Bogu bez lęku, w swoim darze i bycia owocnym.
Czas aby był czas na wszystko pod słońcem.
Czas aby ci co zaufali Panu odzyskali siły.
Czas abyśmy zrozumieli i wiedzieli, że Bóg jest Panem.

Takie były 6 z 8 obietnic jakie wtedy w czerwcu wypisałam. W każdej z nich doświadczyłam poważnego przełomu. W jednej z pozostałych widzę powolne znaki postępu. A w drugiej z pozostałych...

Druga z pozostałych dotyczyła Męża Mądrego. Powiem wam tylko tyle, ze trwając w Bozym pokoju, i w tym względzie polecam się waszej modlitwie. :)

Całuję mocno mocno. I życzę i wam Sezonu Wysłuchanych Modlitw. Otwartego Nieba. Pokoju. Pan jest Bogiem. On nas kocha. On nas rozumie. On wszystko w naszym życiu wykorzystuje dla dobra. On nas wychowuje. On nam przebacza. On nas odbudowuje. On do nas mówi. On nas pociesza. On jest wieczny i oddał Syna aby wieczność z Nim była również naszym przeznaczeniem. Nie jesteśmy już stąd. Ulga. Pozdrawiam raz jeszcze. Magdalena. Warrior Princess.