czwartek, 5 marca 2009

***
Hej dzisiaj bardzo króciutko i informacyjnie, ze wybywam do Wisły na powyzszą konferencję, w celu aby Powstać i Zajaśnieć. A tak przy okazji będę tłumaczyć. Mam nadzieję, ze jak wrócę będę miała czas napisać coś więcej. Ostatnio czasu nie miałam w ogóle blogowego, albowiem jak tylko napisałam posta o Rozdartej Zasłonie, zasłona rozdarła się i dziać się zaczęło dziać dziać! Bóg jest dobry i wierny i jest bardzo ciekawie, ale coś za coś. Muszę jeszcze chwileczkę pomilczeć na blogu, ale juz niedługo.

Dla dopytujących się zainteresowanych Yunem informuję, ze tłumaczenie juz skończone. Wydawnictwo zdaje się planuje wyrobić się w marcu z wydaniem, albo jakoś tak. Baaaaaaaardzo polecam. Jest to jedna z tych książek, które całkowicie wstrząsnęły moim jestestwem. I być może w jakimś stopniu przyczyniła się do rozdarcia mojej osobistej zasłony (wspomnianej w poprzednim akapicie). No, moze nie ksiązka sama, ale modlitwy, do których Duch mnie skłaniał w czasie tłumaczenia. Jeśli jesteś głodny tego, zeby jeszcze bardziej znać Pana i chodzić jeszcze blizej Niego, znać Jego serce i słuzyć Mu, to naprawdę i zaprawdę ksiązka to dla Ciebie.

Całuję i lecę jaśnieć. M

sobota, 21 lutego 2009

Rozdarta zasłona

Czy to nie jest zadziwiające, jak nieraz w ciągu paru krótkich dni, kazda ksiązka, artykuł, audycja, program, których słuchasz mówi ciągle o jednym i tym samym? Ja rozumiem, zeby to się powtórzyło raz, albo dwa. Ale nieraz natęzenie tych powtórzeń jest tak duze, ze człowiek juz nie moze uciec przed podejrzeniem, ze chyba Bóg próbuje zwrócić mu na coś uwagę.

*
Coś takiego spotkało mnie w tygodniu, który właśnie minął. A obrazem, który powtarzał mi się bez przerwy, i jak niektórzy mówią "na wciąż", był obraz zasłony przybytku, która rozdarła się w tym samym momencie, kiedy Jezus oddał zycie na Krzyzu za kazdego z nas. Zasłona, która oddzielała ludzi od Boga w jednej chwili rozchyliła się i otworzył się wolny przystęp do Miejsca Najświętszego. Dla mnie i dla ciebie otworzył się dostęp do Pana i Stwórcy wszechświata. Naszego Ojca. Tego, który nie tylko kocha, ale który jest miłością. I doskonałością. I dobrocią. Który nie tylko przygotował dla nas nagrodę, ale który sam jest naszą nagrodą. Nie ma nic wspanialszego, co mogłoby nam się przydarzyć i czego moglibyśmy pragnąć niż On.
*
To jednak nie wszystko. Kazde przesłanie o rozdartej zasłonie, które słyszałam podkreślało pewien szczegół tego wydarzenia: a mianowicie to, że zasłona rozdarła się z góry na dół. Coś całkiem nienaturalnego. Jeśli już, to człowiek by sobie wyobrażał, że mogłaby się podrzeć od dołu, szczególnie gdyby nią pociągnać mocno w dwie strony. Ale nie, ona rozdarła się od góry na dół. Od strony nieba, ku ziemi. A więc jednak ktoś tę zasłonę faktycznie szarpnął w dwie strony, powodując rozdarcie. Tym kimś był Zasiadający na Tronie. Bóg.
*
Trudno mi wyrazić słowami to, co poruszyło moje serce, kiedy to wreszcie do mnie dotarło. Bo to właściwie coś, co ja głową i tak bardzo dobrze wiem od dawna. A mianowicie, ze wszelkie przyblizenie do Boga, wszelki dostęp do Niego, wszelki postęp duchowy, wszelkie nasze nawrócenie, wszelkie poznanie Bożego serca, wszelki objawienie, wszelki owoc, wszystko pochodzi od Boga. Nie pochodzi z naszych wysiłków. Gdzieś nam coś tak ciągle się dziwnie kojarzy, niby, ze jak człowiek popości 3 dni w tygodniu zamiast jednego, to dostęp do Boga będzie bardziej otwarty niż jest. Ze jak się będzie wołać do Niego tyle a tyle godzin i w ten czy inny sposób, to uzyska się efekt w formie nie wiadomo jakiego przełomu albo downloadu nadprzyrodzonej informacji. Ze jak wreszcie wpadnę na właściwy trop, ze jak odpowiednio sie spręzę, to wtedy juz na pewno Się Wydarzy. To coś, co jeszcze się nie wydarzyło.
*
I takim sposobem, jeśli po tej czy innej duchowej akcji coś się zaczyna dziać, mamy pokusę, aby uważać, że to dzięki temu co zrobiliśmy.
*
Jeśli natomiast pomimo naszych działań, nie dzieje się nic, czujemy się winni i myślimy co robimy nie tak. Może robimy za mało? Może w niewłaściwy sposób? I wdaje się poczuce winy, zniechęcenie, spięcie, lęk, wrazenie oddalenia od Boga. I co jeszcze. Ale na pewno nic dobrego.
*
Tymczasem jeśli cokolwiek się dzieje, to dlatego, ze Bóg to zainicjował. Dlatego, ze On sam, od góry rozdarł zasłonę między duszą a duchem, między ziemią a niebiem, między naszą niemocą a Jego wszechmocą. Tak. My mamy okazać posłuszeństwo. Ale to dzięki Jego łasce w ogóle widzimy, czemu mamy być posłuszni. To dzięki Jego łasce nasze pragnienie posłuszeństwa ma szansę zamienić się w czyn. To dzieki Jego łasce pragniemy wołać o miłosierdzie, o prowadzenie, o mądrość. To On. To On wszystko zaczął. On zna najlepszy moment i sposób. On wie wszystko. On jeden jest mocny. A my, kiedy unizymy się pod Jego potęzną ręką, wtedy On nas wywyzszy - w stosownej porze.
*
Choćbysmy nie wiem ile się spinali, nie wyprodukujemy niczego, czego On nie zrobi. Jesteśmy w tak wzruszający sposób całkowicie zależni od Niego. Budzi to we mnie jednocześnie poczucie bezsilności, i pokoju, i ulgi i pragnienie modlitwy, wołania, uwielbienia, wstawiennictwa, wywyższenia Jego imienia, pokuty, nawrócenia, posłuszeństwa. Budzi nadzieję. Wiarę. Budzi miłość do tego, w którym mogę wszystko. A bez którego nic.
*
Kochani. Zyczę nam wszystkim, zebyśmy pamiętając o zasłonie rozdartej od góry, odpoczęli po naszych własnych uczynkach, a stali się podatnymi narzędziami w tych dziełach, które wykonuje nasz Bóg.
*
Niech wam Pan obficie błogosławi, gdziekolwiek jesteście, głębszym poznaniem Jego samego, i objawieniem, ze to właśnie On sam, w swoim nieskończonym pięknie, jest naszą nagrodą. Uściski :) M

środa, 11 lutego 2009

Hine ma tov...

Hej chciałam tak ogólnie dać znać, ze zyję.... Cosik się ostatnio zagalopowałam. Ciągle (furt) albo mnie nie ma, albo ktoś do mnie wpada z wizytą. Ot i tak, na refleksję mniej czasu niz by sobie człowiek zyczył... Ale i tak Bóg w tym wszystkim mówi i działa.

*
Ostatni weekend byłam w Czeskiej Republice, niedaleczko za polską granicą, w Czeskim Cieszynie i Trzyńcu, gdzie odwiedzałam jednych przyjaciół i uczestniczyłam w szkole proroczej prowadzonej przez innych przyjaciół... Bóg mówił wiele, bywało wesoło, bywało i trochę trudno, tak jak to bywa, gdy Pan dotyka głębi serca... Ogólnie rzecz jednak biorąc byłam ogromnie szczęśliwa z powodu tych kilkudniowych ferii, a to dlatego, ze niesamowicie lubię ten region Śląska Cieszyńskiego i tych ludzi, z którymi Pan mnie w jakiś sposób połączył.
*
Jedną z wielu rzeczy, które mi się tam podoba to mieszanka językowa. Bo jak wiecie, albo moze nie wiecie, ja w ogóle jestem czuła na punkcie lingwistyki i mało co mnie bardziej "kręci". A w tym regionie lingwistycznie dzieje się wiele. Wszystko się tam wydarza naraz po polsku, po czesku i na dodatkek jeszcze "po naszemu", a typowe "czarno-białe" granice określające kto jest kto, do których to przywykliśmy na codzień, nagle przestają mieć zastosowanie. Nikomu nie przeszkadzają różnice w słownictwie, w akcentach i końcówkach fleksyjnych, a ludzie cieszą się, że idzie się w ogóle, pomimo różnic, dogadać i to nieraz głęboko ;). Naprawdę. Rzadko co sprawia mi tak wielką radość jak przebywanie w takim wielojęzykowym, wielokulturowym tyglu i doświadczanie jedności.
*
Wydarzenie to dobrze wkomponowuje mi się w pewien wątek, który Pan porusza ostatnio w moim zyciu, tutaj blizej domu. Wątek nie wydaje się na pierwszy rzut oka równie ekscytujący i egzotyczny, ale w sumie chodzi o coś bardzo podobnego. A mianowicie Pan mi wiele ostatnio mówi i wiele prowokuje sytuacji związanych z róznymi chrześcijanami, którzy mówią "innym językiem" niz my i którzy zyją w całkiem "innej kulturze". Bardzo często w przeszłości owe różnice kulturowo-lingwistyczne prowadziły do problemów relacyjnych na poziomie całych społeczności i kościołów, przez co powstały bardzo jasne wytyczne na temat kto jest kto, kto z kim się bawi, a od kogo trzyma się z daleka. Mam jednak niestety wrażenie, że Bóg mi już nie pozwala godzić się z taką sytuacją. Kołysze moją małą łódeczką i to tak gwałtownie, ze, oj, chyba będę z tym musiała coś zrobić.
*
Narazie się modlę. Modlę się ze szczerymi łzami miłości w oczach o wszelkie duchowe błogosławieństwo i ochronę i prowadzenie dla ludzi, których dotychczas głównie się bałam i wolałabym nieraz nawet zapomieć o ich istnieniu. Chwilami koresponduję. Chwilami pokutuję. I to powaznie. Chwilami zastanawiam się przed Panem, czy nie warto zapłacić ceny, której nigdy wcześniej nie brałam pod uwagę, zeby naprawdę dokonał się przełom jeśli chodzi o naszą duchową jedność jako chrześcijan. Przyjmuję do wiadomości, ze to co ja osobiście robię w tej dziedzinie ma prawdziwe znaczenie. A to dlatego, ze kościół składa się właśnie z takich osobiście odpowiedzialnych jednostek jak ja i ty. Kościół to my. A nie oni.
*
Duchowa jedność nie oznacza oczywiście, zeby ze wszystkimi być równie blisko. Tego się nie da zrobić w sensie fizycznym ani logistycznym. Ale mozna naprawdę stawać za sobą jak bracia. Jak członki jednego ciała. Mozna czytać fragment z 1Kor 12 nie tylko w odniesieniu do pojedynczych ludzi, ale takze i to całych kościołów. Moze nam zacząć zalezeć na tym, aby zaden kościół nie zbłądził, zeby zły nie okradł zadnego kościoła z pełni, którą Bóg ma dla nich, aby każdy kościół był pełen obecności Ducha Świętego i miłości Jezusa. Mozemy się naprawdę modlić za siebie nawzajem, a szczególnie za tych słabszych. I to z prawdziwym gorącym pragnieniem, aby te społeczności cieszyły się Bozą pełnią i z wiarą (a nie obawą), ze Bóg nas moze wysłuchać.
*
Zawsze mnie bolało, kiedy kościoły się nawzajem oskarzały, zwalczały, tryumfowały, kiedy tylko udało im się udowodnić, ze ktoś inny zszedł na manowce. Tak bardzo mnie to zawsze irytowało, a teraz widzę ile tego było i jest we mnie samej.
*
Oj oj oj. Jak ja w takie tony uderzam, to chyba naprawdę coś nadchodzi. Niech tak się stanie, niech tak się stanie. W Psalmie 133 czytamy: "Oto jak dobrze i jak miło, gdy bracia mieszkają razem... bo tam udziela Pan błogosławieństwa, życia na wieki". I teraz jest pytanie. Na ile zalezy nam na Bozym błogosławieństwie... w sensie zywej Jego obecności i Jego łaski aby przyprowadzać innych do Chrystusa? Czy na tyle, aby odłozyć poczucie wyzszości, zadowolenie z tego, ze to ktoś inny pobłądził a nie ja? Aby zapomnieć urazę, przebaczyć? Aby załozyć płaszcz pokory? Aby zaprzeć się siebie?
*
Gdziekolwiek jesteś, drogi Czytaczu-Mego-Bloga, modlę się, aby twoje miasto, twój region, kraj, w którym mieszkasz, doświadczały niesamowitych Bożych przełomów w dziedzinie prawdziwej chrześcijańskiej jedności, miłosci i stawania za sobą. Nie jakiejś sztucznej ekumenii, ale takiej autentycznej, według Bożego serca, cokolwiek by to miało oznaczać. Takiej jedności, która zaczyna się od rewolucji w twoim i moim sercu, a kończy się potężnym świadectwem przemiany widocznym dla wszystkich. Modlę się o to dla każdego z nas, także dla siebie samej, bo Pan tylko wie, jak bardzo potrzebuję w tym Jego łaski. I wy się proszę pomódlcie za mnie. I za innych, którzy mogą tego bloga czytać.
*
Postójmy przez chwileczkę za sobą, tak autentycznie, w Duchu i prawdzie.
*
A chwileczek niech będzie coraz więcej.
*
Całuję. M

czwartek, 29 stycznia 2009

Pan słyszy

Witajcie. Mam za sobą bardzo róznorodny tydzień, pełen wydarzeń, czasem trudnych, czasem pięknych, czasem trudnych i pięknych zarazem. Takim wersetem, który wywarł na mnie w tym tygodniu duze wrazenie i spina go w jakąś spójną całość, był Ps 4,4:
*
Wiedzcie, że cudownie okazał mi Pan łaskę,
ze Pan słyszy, gdy do Niego wołam.
*
Pan słyszy, gdy do Niego wołam. Naprawdę. Nie mogę wyjść z zadziwienia. I muszę uwazać co ja tam do Niego wołam. Muszę być pewna, czy naprawdę chcę, zeby Bóg tego wysłuchał :) Dlatego, ze On jest naprawdę, jest blisko i naprawdę mnie wysłuchuje.
*
Kiedy proszę Go szczerze i całym sercem, aby zaczęły być dla mnie ważne te sprawy, które Jemu leżą na sercu, wkrótce po tym, kiedy zapomnę, ze w ogóle się o coś takiego modliłam, zaczynają mnie obchodzic sprawy jakichś odległych narodów, jakichś chorych, jakichś ubogich, jakichś uwięzionych, jakichś nieprzyjaciół, zaczynam płakać zarówno nad sprawami znacznie większymi niz ja, jak i nad stanem mojej własnej duszy. Wydawać by się mogło, ze "tak mi się coś po prostu zrobiło". A to Pan usłyszał, kiedy do Niego wołałam.
*
Kiedy proszę Go, aby mnie oczyszczał i pokazywał mi mój grzech, abym mogła z niego pokutować, oj, Pan mnie wysłuchuje. I pokutuję i otrzymuję przebaczenie, i łaskę, i uwolnienie.
*
Kiedy proszę Go o pokój pośród każdych okoliczności, Bóg daje mi przerózne okoliczności, w których mogę mieć pokój i czasem bardzo dziwić się, ze w takich okolicznościach moze on być tak wielki.
*
Kiedy proszę Go, aby otwierał mi drzwi dla głoszenia tajemnicy Chrystusa i słowa, aby powiedzieć ją tak jak należy (Kol 4,3-4), Pan otwiera mi drzwi. Wąskie. Wymagające posłuszeństwa i ryzyka. Prowadzące do zycia, które jest nadprzyrodzone.
*
Kiedy proszę Go, aby pokazywał mi jaki jest wielki, zaczynam widzieć jaka ja sama jestem mała. I jakie to niepojęte, ze On mnie tak pokochał.
*
Kiedy proszę Go, aby pokazywał mi, kim jest naprawdę, On pokazuje mi, ze On jest Zbawicielem, którego ja potrzebuję kazdego dnia, bo bez Niego naprawdę nic nie potrafię uczynić.
*
Bóg jest dobry. Okazał mi łaskę. Usłyszał, gdy do Niego wołałam. On usłyszy, takze kiedy ty do Niego zawołasz.
*
Mam propozycję. Poproś Pana o to, by pokazał ci o co tak naprawdę w ogóle warto wołać. I wołaj. Mozesz zapisać swoje wołanie. A kiedy juz zapomnisz, o co prosiłeś, otworzysz zapiski sprzed czasu długiego, i zrozumiesz, ze Pan jest, ze jest blisko, ze usłyszał, kiedy do Niego wołałeś. Miłego wołania, kochani, teraz i na wieki :) Całusy. M

poniedziałek, 19 stycznia 2009

Madzia Zachwytek znowu w drodze

Hej Hej Hej! Szybkie pozdrowienia od Madzi w drodze :) Jutro wyruszam do Kalisza w celu towarzysko feryjnym i pozostanę tam az do soboty :)

*
Oczywiście Pan nie ma ferii, więc spodziewam się kolejnych niespodzianek i odsłon Jego cudownej miłości. Dziś znów popłakałam się z radości. Tak często całkowicie obezwładnia mnie Jego błogosławieństwo. Dla ludzi ze świata to moze ja nie za wiele mam, czym mogłabym zaimponować, ale mam wrazenie, ze jestem tak bogata Bozą łaską.
*
Tym, ze mogę słyszeć Jego głos, doświadczać Jego pociechy. Ze chroni mnie On od grzechu. Ze wkłada w moje serce choć trochę swojego własnego serca. Ze otwiera moje oczy na niezwykłe bogactwo Jego rzeczywistości, tak obfitej, ze nie przestanę poznawać jej i zachwycać się nią z otwartą buzią przez całą wieczność.
*
Że z jednej strony sprawia, ze nie pokładam mojej ufności w ludziach i nie jestem od nich zalezna, ze nie czuję potrzeby czynić sobie bozków z ludzi w moim zyciu, ale z drugiej strony tak niezwykłe daje mi relacje, niewątpliwie zaplanowane w niebie, ze mogę przez te relacje być ubogacana i ze sama mogę kogoś ubogacić. Ze ukształtował mnie w taki sposób, iz mogę mieć znaczenie dla Jego królestwa, mieć w Jego planie swoje własne miejsce. Jako Magda, tłumacz, zachęcacz, zachwytek, most, jako ta, której Jego słowa płoną w sercu. Nie są to tytuły, które mogę wydrukować na wizytówce, ale co mi tam wizytówki.
*
To, co się liczy, to ze Pan o mnie pamięta. To ze Pan o nas pamięta. Bóg nie ma względu na osoby. Pamięta o swoich dzieciach. Pamięta o swoim wybranym ludzie Izraelu i o tych, którzy zostali w Izraela wszczepieni przez wiarę w Mesjasza. Pamięta o swoich obietnicach i wszystkie je wypełni. Te dla naszego zycia. Ale co więcej - te dla narodów. I jeszcze na dodatek nam w tych wielkich rzeczach daje mieć jakiś swój udział.
*
No i jak tu się nie zachwycać!
*
Czuję się tak oszołomiona widząc ogrom Jego planów. A jednocześnie tak maleńka, ze az brakuje mi słów. Nie będę więc szukać ich juz więcej dla opisania tego, co nieopisane. Niech Pan sam, bez słów, objawia wam swój majestat i piękno. Bo to i tak trzeba przezyć samemu. Ja mogę co najwyzej narobić wam trochę smaku... Zyczę więc miłej uczty... bo przeciez nie samym chlebem... Cmok i do usłychu kiedyś po powrocie z Kal. Magda

niedziela, 11 stycznia 2009

Solidarni z Izraelem

Hej hej, załączam linka do paru zdjęć z pokojowego wiecu "Solidarni z Izraelem", w którym miałam radość dzisiaj uczestniczyć. http://www.flickr.com/photos/madziamadzia04/sets/72157612413121934/

*

Wiec był zorganizowany wspólnie przez organizacje żydowskie i chrześcijańskie, i jestem mocno przekonana, ze to, iz Żydzi i nie-Żydzi stanęli razem po stronie Izraela było waznym aktem duchowym, który sprawił naszemu Tacie w niebie wielką radość.

*

Wiec był nie tylko poparciem dla Izraela, ale takze aktem współodczuwania z cywilnymi ofiarami walki po obu stronach konfliktu. Wyrazał on jednak to, iz fakt, ze w ogóle są walki i ofiary po którejkolwiek ze stron, wynika z konsekwentnych działań organizacji Hamas, od początku jej powstania. Organizacja ta wprost deklaruje, ze ich celem jest nie tylko stworzenie państwa palestyńskiego, ale w równym, o ile nie większym stopniu zniszczenie państwa Izrael, i dlatego zadne ustępstwa i ugody terytorialne etc nie powstrzymają jego walki.

*

Musimy zdawać sobie sprawę, patrząc na to, co pisze Biblia, ze mozemy spodziewać się, iz z biegiem czasu media będą przedstawiać fakty w coraz bardziej antyizraelski sposób. Wiemy, ze na koncu czasów narody staną w wielkiej bitwie przeciwko Izraelowi, aby go ostatecznie zniszczyć. Wtedy jednak sam Pan stanie przeciwko nim, w obronie swojego narodu.

*

Nie znaczy to, ze rząd Izraela nie popełnia błędów a Żydzi są chodzącymi ideałami. Nie mamy idealizować Izraela. Zgodnie z Biblią, naszą postawą powinno jednak zawsze być błogosławić Izrael, modlić się dla nich o mądrość, o prowadzenie Bożego Ducha, o ich zbawienie. Powinniśmy równiez starać się poznawać Słowo Boze i fakty historyczne dotyczące tematyki Izraela, modląc się do Pana o rozeznanie tego, kiedy poddawani jesteśmy dezinformacji.

*

Jeszcze dwa artykuły w temacie:

http://europa21.pl/wiadomosc/327-Dlaczego_wezme_dzis_flage_z_Gwiazda_Dawida

http://europenews.dk/en/node/18162

Pozdrowienia, M

sobota, 10 stycznia 2009

Nadzieja na Nowy Rok

Nowy Rok to (wydaje mi się) taki czas, kiedy wielu z nas odruchowo, jakoś tak, myśli o tym co to się w tym nowym roku wydarzy. No i rodzą się w nas różne nadzieje… Ktoś może ma nadzieję, że spotka tę jedyną, tego jedynego… Ktoś inny może ma nadzieję, że w tym roku pojawi się w rodzinie jakiś nowy, bezcenny obywatel… Ktoś inny ma nadzieję, na otwarte drzwi dla nowej służby. Na przełom w finansach. Na uzdrowienie. Na stracenie kilogramów. Na poprawę tej czy innej relacji. Na więcej pokoju. Na mniej stresu. Na to, że uda się zrobić remont. Pojechać na wakacje. Na dobre zmiany. Na to, że nie stanie się nic nie po naszej myśli. Wiemy o co chodzi.
*
A ja dzisiaj przeczytałam taki Psalm i oko mi się na nim mocno zawiesiło. Oko i serce i dusza i w ogóle. Cała nad nim przez chwilkę zawisłam. Psalm ten nosi numerek 40 i wiele tam jest o nadziei. Zaczyna się od słów:
*
„Złożyłem w Panu całą nadzieję”. Całą.
A dalej: „Szczęśliwy mąż, który złożył swą nadzieję w Panu”.
*
Wszystko we mnie ucichło na dłuższą chwilę po przeczytaniu tych słów. Minął rok i Pan ponad wszelką wątpliwość pokazał nam w ciągu tego roku, przez swoje Słowo, przez swojego Ducha i przez to, co się dzieje na świecie, że coraz mniej jest czasu na powierzchowne chrześcijaństwo, że coraz bliżej jest czas, kiedy nie da się inaczej, jak tylko albo w ogóle dać sobie spokój z Bogiem (i to na całą wieczność, brrrrr), albo doświadczać niesamowitej nadprzyrodzonej rzeczywistości i chwały, ale za równie niesamowitą cenę. Czas zacząć traktować serio Boże Słowo. Czas złożyć nadzieję w Nim.
*
Nie jest to w sprzeczności z tym, żeby oczekiwać wielkich rzeczy. Żeby modlić się z odwagą, wiarą i ufnością, by Jego plany dla nas wypełniały się już tu na ziemi. Należy mieć oczekiwania na miarę Pana i modlić się z wiarą o to, by to co Bóg zamyślił w niebie, działo się też tu na ziemi.
*
Ale czas jest także, abyśmy w swoim myśleniu przestali uzależniać nasze szczęście i spełnienie od rzeczy tego świata. Przestali pokładać nadzieję w tym, że On da nam różne rzeczy, bez których - wydaje nam się - nasze życie będzie pożałowania godne. Tym czasem Biblia mówi, że „jeżeli tylko w tym życiu w Chrystusie nadzieję pokładamy, jesteśmy bardziej od wszystkich ludzi godni politowania” (1Kor 15,19).
*
W czym więc w tym roku położysz nadzieję? Myślisz, że jeśli położysz ją wyłącznie w Bogu, będziesz miał smutne i nudne życie? Poczytaj Biblię. Popatrz na życie tych, którzy zdecydowali się na taki krok. Popatrz na nagłe zwroty akcji, ważne zadania do wypełnienia, wielkie niebezpieczeństwa, nadprzyrodzone wybawienie, cuda, wielką owocność, nieustanną społeczność ze Stwórcą wszechświata, doświadczanie Jego realności, Jego miłości, Jego mocy, niesamowity wpływ na losy ludzi i narodów. Nie wiem jak ty, ale moje serce pragnie tego właśnie o wiele bardziej, niż małej stabilizacji, bezpiecznej posadki i dóbr tego świata.
*
Mam nadzieję, że także ty zdecydujesz się zaryzykować i za rok powiesz - już z własnego doświadczenia - że szczęśliwy ten, który całą swą nadzieję złożył w Panu. W Nim samym. W Jego obecności, w Jego mądrości, w Jego dobroci, w wieczności z Nim, nie tylko kiedyś w przyszłości, ale od dzisiaj już na zawsze.
*
A więc… szczęśliwego Nowego Roku, kochani ;) Całuję M.