piątek, 15 sierpnia 2008

W trasę!

Kochani, juz mnie bardzo łapie nagromadzenie spraw do "pozapinania" przedwyjazdowo. W niedzielę wyruszam w drogę. Będę tłumaczem na obozie "Letnia Szkoła Chwały". Szykuje się sporo pracy, jako ze większość czasu będę tłumaczyć "w obie strony". Ale załozenia szkoły i nauczanie i towarzystwo szykuje się świetne, więc spodziewam się od Pana nowych początków i wspaniałych przełomów.

*
Dziś był bardzo pracowity i pełen cudownych wydarzeń dzień. Niesamowicie doświadczyłam tego jak wspaniale jest kiedy Pan kontroluje moje zycie a nie ja. Dziś poprzestawiał mi On bardzo mocno plany na najblizszy miesiąc i nowa wersja daje mi doskonałą okazję do słuzby w tym, co jest moją pasją, pozwoli wydać na konferencję w październiku ksiązkę, którą tłumaczę, spełnia moje potrzeby materialne, emocjonalne, potrzebę wypoczynku i jeszcze dodatkowo pokazuje, ze Pan zna moje małe i wielkie marzenia i chce mi robić zgodne z moimi marzeniami niespodzianki. Czuję się niesamowicie dokochana.
*
Ale o tym wszystkim będę pisać po trochu przez najblizszy miesiąc. Póki co pakuję manatki i w drogę. Jakbyście chcieli zobaczyć, gdzie mnie niesie, zapraszam na http://www.misja2222.pl/misja2222_pl/LSC_08.html
Pozdrowienia, zgłoszę się za jakiś tydzień, z małym zapasem :) Cmok. M

wtorek, 12 sierpnia 2008

Smak mojej tęsknoty

Ktoś bardzo drogocenny napisał mi, że boi się już tęsknić, bo boi się wielkich emocji, po których są wielkie rozczarowania. Że nie chce tęsknić za czymś, co przyjdzie po tym życiu, ale potrzebuje ukojenia już dziś. Rozumiem i dzielę te uczucia. Właśnie dlatego, że dzielę te uczucia, dlatego tęsknię dalej i coraz mocniej.

*
Moja tęsknota... nie jest oderwanym od szarej codzienności uniesieniem. To trochę tak, jak jest ktoś o kim wiesz, że cię kocha. Nawet kiedy nie ma tej osoby przy tobie, życie wydaje się jakiej łatwiejsze. Przeszkody wydają się mozliwe do pokonania. Przykrości wydają się drobnostką. Ja się wydaję sobie piękna, nawet kiedy nie jestem doskonała. Ludzie mnie obchodzą. Łatwiej się uśmiecham. Świat nabiera koloru - bo ktoś mnie kocha. A ta tęsknota nie jest smutkiem, ale przypomnieniem, że taka osoba jest w moim zyciu. Więc im bardziej tęsknie, tym bardziej jestem spokojna i szczęśliwa, bo tym mocniej pamiętam o obecności Miłości.
*
Jezus dziś zaspokaja moja serce. Mogę cieszyć się wszystkimi jego darami, mogę pragnąć różnych rzeczy, ale już mnie nie zniewalają. Widząc jak bardzo Jezus zaspokaja mnie juz dziś, tęsknię za tym, by zaspokajał jeszcze więcej
*
Jezus dziś daje mi pokój i wyciszenie, którego tak bardzo potrzebuję, a widząc jak nieziemski jest Jego pokój, tęsknię.
*
Jezus dziś daje mi ukojenie i pociechę, jak zaden człowiek, i choć On sam wkłada w moje serce potrzebę pociechy i wsparcia od ludzi i potrzebę najnormalnieszego przytulenia, to do nikogo nie pójdę wcześniej i do nikogo nie pójdę chętniej niż do niego, bo On pociesza mnie w najgłębszej części mojej istoty. A widząc jak doskonała jest Jego pociecha, tęsknię.
*
Tęsknię właśnie dlatego, ze już dziś doświadczam jak jest dobry. Czy byliście kiedyś zakochani? Ja jak bywałam zakochana, siedziałam nieraz razem z osobą, która rozpaliła moje uczucia i doświadczenie tego, jak ta osoba była miła, wspaniała, jak bardzo się rozumieliśmy, wzbudzała w moim sercu jeszcze większą tęsknotę. Nie dlatego, ze tej osoby nie było przy mnie, ale właśnie dlatego że była.
*
Nie tęsknię za czymś, co dopiero będzie. Tęsknię za czymś, czego już dziś smakuję, a widząc jak jest to cudowne, tęsknię jeszcze bardziej, aby doświadczać więcej każdego dnia, aby doświadczać tego w pełni.
*
Moja tęsknota jest uspokojeniem i słodyczą. Nie ma w niej niczego, budzącego lęk. Dobrze mi tak tęsknić. Kiedy tęsknię, moje serce we mnie jest spokojne, moze dlatego, ze zapomina o sobie, a patrzy na obiekt swojej tęsknoty.
*
Nie wiem, gdzie teraz jesteś i co się z tobą dzieje. Ale Jezus wie o tym lepiej niz ktokolwiek inny i rozumie lepiej niz ktokolwiek inny. Modlę się, żebyś nie bała / nie bał się tęsknić za Jezusem. Nie za uniesieniami. Nie za ludźmi. Nie za wydarzeniami. Choć Bóg moze nas zaprowadzić do ciekawych ludzi i może pozwolić nam uczestniczyć w ciekawych wydarzeniach. Moze tez dać nam uniesienia i emocje, o których istnieniu wcześniej nie wiedzieliśmy, pasje i gorliwość, moze tez dzielić się z nami swoim wlasnym smutkiem i bólem. Ale to nie za tymi wszystkimi rzeczami mamy tęsknić tylko za Jezusem. A On jest pokojem.
*
Niemal od pierwszego dnia mojego bycia z Panem, od 20 lat, moim ulubionym Psalmem jest Psalm 131. Niech i Tobie da on dzisiaj tyle ukojenia, co zawsze dawał mi:
*
Panie, moje serce się nie pyszni i oczy moje nie są wyniosłe.
Nie gonię za tym, co wielkie, albo co przerasta moje siły.
Przeciwnie: wprowadziłem ład i spokój do mojej duszy.
Jak niemowlę u swej matki, jak niemowlę
- tak we mnie jest moja dusza.
Izraelu, złóż w Panu nadzieję odtąd i aż na wieki!

niedziela, 10 sierpnia 2008

Tęsknię

Dziwne to dziwne. Z jednej strony to ostatnio jestem bardzo pracowita mrówka. Dyzuruję w pracy, uczę, tłumaczę ksiązkę, spotykam się z ludzkością, zachęcam, łączę światy, przekazuję wieści i biegam po lesie, czyli wszystkie te rzeczy, które zwykle wyprawiam. Jestem zajęta od rana do wieczora.

*
Z drugiej strony, wyje we mnie głód i nie mogę przestać się modlic. Modlę się kiedy się modlę. Modlę się kiedy się kąpię. Modlę się kiedy czytam wiadomości. Modlę się kiedy jadę metrem. Z trudem wstrzymuję się, żeby nie uklęknąć na zimnym marmurze. A moze wreszcie kiedyś powinnam to zrobić? Moja modlitwa jest nieraz skupieniem i ciszą. Nieraz gorącą tęsknotą. Nieraz strumieniem łez. Jestem głodna odpowiedzi, a jednocześnie wiem, że ten głód już jest odpowiedzią.
*
Ostatnio modlę się o głód. Módlę się o przełom. Modlę się o prawdziwe poznanie Boga w Jego miłości, wspaniałości i mocy. Modlę się o to, by moje serce czuło to, co czuje serce Boże. Modlę się, żebym nigdy, przenigdy, nie przeżyła życia dla siebie samej. Modlę się o to, zeby Duch Święty oczyścił moje serce z wszelkiego udawania, z wszelkiej wyuczonej przez ludzi martwej tradycji. Modlę się, aby On sam zaszczepił we mnie nowe oczekiwania, nie na miarę tego kim ja jestem, ale na miarę tego kim On jest. I to wszystko się dzieje. Teraz tęsknię i płaczę i sięgam po niemożliwe.
*
Nie wiem dokąd mnie to doprowadzi. Boję się, dokąd mnie to doprowadzi. Nie mogę się doczekać, dokąd mnie to doprowadzi.
*
Pociągnij mnie za sobą! Pobiegnijmy! Wprowadź mnie, o królu, do swoich komnat, abyśmy mogli się radować i weselić tobą, upajać się twoją miłością bardziej niż winem! (Pieśń nad Pieśniami 1:4)
*
Codziennie tęsknię bardziej.

niedziela, 27 lipca 2008

Miłość silniejsza niż śmierć

Hello, kochani. Dziś pokontynuuję trochę wątek muzyczno-artystyczny, a to z powodu czegoś, co dziś mi się zdarzyło. A zdarzyło mi się mianowicie to, że na Facebooku dostałam zaproszenie do tego, żeby dołączyć do sieci przyjaciół kogoś kto nazywa się Melody Green. Żeby dowiedzieć się czegoś więcej kliknęłam na zaproszenie i znalazłam dołączoną do niego krótką notkę, że Melody zobaczyła jakąś wiadomość, którą zostawiłam na stronie wspólnego znajomego, i że była kiedyś w Warszawie i że może kojarzę muzykę jej nieżyjącego męża Keitha Greena. Wow. Niezły wynalazek ten Facebook. Człowiek budzi się rano i zastaje zaproszenie od wdowy po Keithie Greenie. Pewnie, że słyszałam o człowieku. Choć dawno nie sięgałam po jego muzykę, ale jak tylko się nawróciłam, dwadzieścia lat temu, kiedy w Polsce właściwie nie była dostępna jeszcze w formie nagrań muzyka z zakresu, który teraz określamy CCM, któś dał mi w prezencie kiedy byłam chora kasetę z mieszanką różnej muzyki uwielbieniowej w języku angielskim. Była tam między innymi piosenka Keitha "He Is Risen", która zrobiła na mnie oszałamiające wrazenie, i myślę, ze miała duzy wpływ na rozwój mojego osobistego czasu modlitwy i uwielbienia, a przez to i całej mojej relacji z Jezusem.

*
Dziś pod wrazeniem zdarzenia z Melody zaczęłam przeglądać co tylko było dostępne w necie na temat Keitha i powiem wam, ze przez większość czasu, kiedy czytałam i oglądałam rózne rzeczy, łzy płynęły mi ciurkiem po twarzy. Niesamowita muzyka i niesamowite zycie. Keith nawrócił się mając 21 lat i wielu jego znajomych mówi, ze nigdy nie widzieli przypadku takiej gwałtownej i spektakularnej przemiany zycia w momencie narodzenia na nowo, jak to się stało w przypadku Keitha. Traktował on Ewangelię radykalnie i od momentu spotkania z Jezusem wszystko w jego zyciu było ilustracją dwóch najwazniejszych przykazań - aby kochać Boga z całego serca, a bliżniego jak siebie samego. Jednym z jego najbardziej znanych utworów był pełen desperackiej tęsknoty utwór "Nie mogę się doczekać, kiedy będę już w niebie". Nie musiał czekać na to zbyt długo. Kiedy miał 28 lat, w 1982 roku (dokładnie 28 lipca, czyli piszę te słowa w wigilię 26 rocznicy) zginął w wypadku lotniczym, wraz z dwójką dzieci, dwuletnią Bethany i trzyletnim Josiah. Melody była w tym czasie w domu z jeszcze jedną córeczką i była w ciąży z kolejną dziewczynką.
*
Z jednej strony łzy cisną się do oczu i serce się rozdziera, kiedy człowiek nawet podejmuje próbę wyobrażenia sobie uczuć Melody w tej sytuacji. Z drugiej strony... Kiedy patrzy się na to, co działo się potem... Z perspektywy czasu, nic w życiu ani Keitha ani Melody nie wydaje się ani klęską ani przegraną... Pomimo tej tragedii ich życie jest tak pełne i owocne. Ja nie jestem w tym momencie nieczuła i gruboskórna... ja po prostu patrzę i widzę jak jest. Choć Keith rozstał się ze swoim ziemskim przybytkiem niczego to nie zabiło ani w jego owocności, ani w owocności jego żony. Jego utwory i nauczanie, które zostało utrwalone zarówno w formie dźwiękowej jak i filmowej nadal inspiruje i porywa do życia pełnego pasji dla Jezusa, a Melody jest pełną radości pełną ducha chrześcijanką, zaangażowaną w wiele dobrych dzieł, pełną twórczości, entuzjazmu, Bożej obecności i światła. Niesamowite.
*
Myślałam sobie o tym wszystkim, szczególnie, że oglądałam wczoraj w gronie rodziny i przyjaciół po raz kolejny film "Przebłysk wieczności", opowiadający o czlowieku, który przeżył swoją śmierć i spotkał Boga, doświadczył przenikających go fal miłości i po raz pierwszy w życiu wiedział, że jest całkowicie zaakceptowany, kochany, doskonale spełniony, pełen pokoju, dotknął absolutnej pełni. Oczywiście wcale nie chciało mu się wracać na ziemię. Jak chcecie wiedzieć dlaczego w końcu wrócił to obejrzyjcie film! Nie mniej to wszystko... Nawet nie wiem jak to powiedzieć, żeby naprawdę dać wyraz temu co czuję. To wszystko daje mi przeczucie tego jak nieskończenie wielki, wieczny i prawdziwy jest nasz Bóg i jak nieskończenie wspaniałe i prawdziwe jest życie wieczne, które zostało dla nas nabyte przez ofiarę Jezusa.
*
Wiele razy powtarzamy, że Jezus pokonał śmierć, ale tak naprawdę, to często nie interesuje nas nic ponadto, żeby Bóg pomógł nam się urządzić w tym życiu. Chociaż w Jezusie nigdy już nie umrzemy, nawet jeśli zginą nasze ciała, to my dalej żyjemy w cieniu śmierci, tak jakbyśmy w ogóle nie poznali Pana. Jesteśmy przerażeni, że jeśli nie doświadczymy wszystkiego co tylko można doświadczyć w tym życiu, to potem umrzemy i nie będziemy już mieli szansy, potem sie wszystko skończy. Mówimy ustami inaczej, ale nasze postawy, nasze reakcje, lęki, depresje, rozpacze świadczą o tym, że tak naprawdę nie wierzymy w tych sprawach Bogu. Nie znamy Go. Co gorsze, nie zalezy nam tak naprawdę, zeby Go poznać. Zalezy nam tylko na tym, zeby wysłuchał naszych zanoszonych z ziemskiej, ludzkiej perspektywy modlitw. A to poznanie Jego zmienia wszystkie nasze perspektywy, zmienia wszystko. O Panie, spraw zeby zaczęło nam naprawdę zalezeć na poznaniu Ciebie!!!
*
Nie piszę tego, żeby kogokolwiek potępiać. Piszę to porażona tym jak wiele dla nas jest dostępne w Chrystusie, jaka wolność, jaka jakość i jak mało znam ludzi, którzy z niej tak naprawdę korzystają. Piszę to nie z oskarżenia, ale z tęsknoty. Piszę nie z rezygnacją, ale z wiarą, że musi być droga w Chrystusie, żeby to do nas dotarło. Już dawno zauważyłam, że kiedy przestajemy żyć dla tej ziemskiej rzeczywistości, to wcale nie tracimy zainteresowania tym światem - wręcz przeciwnie, jesteśmy dopiero wolni, żeby się nim cieszyć i żeby wchodzić w nasze powołanie, by czynić wspaniałe dzieła, które Bóg z góry przygotował, abyśmy je pełnili. Pisze te słowa z modlitwą na ustach, żeby kogoś te myśli obudziły do większych pragnień, do desperacji, do głodu. Wszystko w końcu wraca do tego tematu. Głodu. Głodu, któremu Bóg nie może się oprzeć.
*
Poniżej zamieszczam dwa linki - do występu Keitha, gdzie dzieli się na temat Jezusa i śpiewa wspomniany przeze mnie utwór "He is Risen" i do strony, na której można poczytać więcej o nim i o Melody. Modlę się, żeby stronki te były dla was, tak jak i dla mnie, inspiracją do większej pasji w waszej relacji z Jezusem. Życzę gorącego lata, pełnego Jego Życia, Jego Twórczości, Jego Obfitości, Jego Pełni. Całusy. M
*
*
PS. Wiem, że to pewnie trzeba mieć jakiś moment objawienia, bo same słowa mogą zabrzmieć strasznie sloganowo. Ale jak oglądałam jeszcze raz ten teledysk myslałam sobie, jaka szkoda, że nie spotkam już człowieka na tej ziemi. I pomyślałam, szkoda, że nie żyje. I natychmiast dotarło do mnie, jak wręcz przeciwnie. On naprawdę żyje. Bardziej niż ktokolwiek z nas. Bardziej niż jesteśmy sobie w stanie wyobrazić. Tak się cieszę, że mogę mieć pewność, że Keith Green żyje. I my żyć będziemy. Teraz już naprawdę pa i cmok i do następnego. M

piątek, 18 lipca 2008

Stworzeni dla Miłości

Ostatnio bardzo lubie taką piosenkę. Moze i komuś z was się spodoba.

Toby Mac (to ten sympatyczny facet co na zdjęciu z rodzinką)
"Made to Love"
.
The dream is fading now I am staring at the door
Sen umyka teraz wpatruję się w drzwi
.
I know it’s over cause my feet have hit the cold floor
Wiem, ze to juz koniec kiedy stopy dotykają zimnej podłogi
.
Check my reflection, I ain’t feeling what I see
Sprawdzam odbicie w lustrze, nie czuję tego co widzę
.
It’s no mystery
I nie ma w tym nic nadzwyczajnego
.
What ever happened to a passion I could live for?
Co sie stało z tą pasją, dla której warto było żyć?
.
What became of the flame that made me feel more?
Co się stało z płomieniem, który rozpalał moje uczucia?
.
And when did I forget…
Kiedy zapomniałem...
.
That I was made to love You
Że zostałem stworzony by Cię kochać
.
I was made to find You
Stworzony by Cię znaleźć
.
I was made just for You
Po prostu stworzony dla Ciebie
.
Made to adore You
Stworzony by Cię wielbić
.
I was made to love and be loved by You
Stworzony by kochać i być kochanym przez Ciebie
.
You were here before me
Byłeś tu przede mną
.
You were waiting on me
Czekałeś na mnie
.
And You said You’d keep me never would You leave me
Powiedziałeś, że mnie nie odrzucisz, że mnie nigdy nie zostawisz
.
I was made to love
Zostałem stworzony by kochać
.
And be loved by You
I być kochanym przez Ciebie
.
The dreams alive with my eyes open wide
Sen ozywa, choć oczy mam szeroko otwarte
.
Back in the ring You got me swingin’ for the grand prize
Z powrotem na ringu, sprawiasz że walczę o główną nagrodę
.
I feel the haters spittin’ vapors on my dreams
Czuję jak ci, którzy nienawidzą zatruwają moje sny
.
But I still believe…
Ale ja wciąz wierzę
.
I’m reachin’ out, reachin’ up, reachin’ over
Sięgam przed siebie, ponad siebie, poza siebie
.
I feel a breeze cover me called Jehovaha
Czuję na sobie wiatr a jest nim Jahwe
.
And Daddy I’m on my way…
I juz wyruszam w drogę, Tato
.
Anything I would give up for You
Zostawiłbym dla Ciebie wszystko
.
Everything I give it all away
Wszystko to oddaję

Jego tęsknoty, moje tęsknoty

Co Madzia wyprawia tego lata? Madzia uczy i to samych miłych ludzi. Madzia tłumaczy i to same ciekawe rzeczy. Madzia, z różnym skutkiem, stara się nie tracić pokoju ducha wobec licznych niespodziewanych rozproszeń i dodatkowych zdarzeń, spotkań, przysług, nagłych wypadków, niespodziewanych obrotów i innych raz miłych, raz mniej miłych burzycieli z góry założonego porządku.
*
A w tym wszystkim Madzia co jakiś czas zamyka oczy i stara sie usłyszeć, co tez mówi teraz Pan, stara się zobaczyć choćby zarys Jego kochanej twarzy, poczuć na sercu ciepło Jego kochającej obecności. A Pan jest. Jest Go tak wiele. Jest w zdarzeniach, w inspiracjach, w przypływach pasji, w słowach, w spojrzeniach. Jest zawsze blisko, próbuje zwrócić moją uwagę. Dziś kiedy modliłam się rano miałam taki obraz. Najwspanialszy Ojciec świata i Jego mała dziewuszka. Dziewuszka pełna życia. Co ją Tata weźmie na kolana, ona już złazi, bo coś tam się dzieje za oknem, co koniecznie trzeba zobaczyć, bo nagle zza rogu kanapy rzuciła się w oczy dawno nieużywana zabawka, którą koniecznie trzeba się teraz pobawić, bo przypomniało się, że pani w przedszkolu kazała namalować obrazek i teraz przyszedł do głowy pomysł, który przecież potem może uciec.
*
Tak więc dziewczynka jest jak żywe srebro, szczęśliwa, że Tata jest blisko, ale nigdy nie może usiedzieć na jego kolanach. Gdzieś w tej całej żywiołowej, radosnej krzątaninie, przychodzi jej do głowy, jak wspaniale by było zatrzymać się na kolanach Taty, wtopić się w Jego objęcia, usłyszeć bicie Jego serca, nasiąknąć Jego bliskością, Jego miłością. Nawet w tak małym serduszku gdzieś czai się ta mądrość, że bez takich chwil, coś w jej radosnym pełnym barw i ruchu życiu będzie niepełne, coś nie będzie zbudowane, coś co w słoneczne dni może wydaje się zbyteczne, ale w czasie burzy okaże się nawet nie ostatnią, ale jedyną deską ratunku.
*
Więc dziewczynka myśli sobie, następnym razem jak siądę na kolanach Taty, to posiedzę tam. I naprawdę w to wierzyła, dopóki zaraz po znalezieniu się na kolanach u Taty nie zobaczyła pana listonosza, który coś wrzucił do skrzynki, a to już naprawdę zbyt wielka pokusa... Jak mogłaby zwlekać, zeby zobaczyć, co też przyniósł! Więc jeszcze raz zsuwa się z kolan Taty, myśląc sobie, następnym razem już naprawdę, już na pewno... A Tata tęsknym wzrokiem patrzy za nią... Cieszy się z jej radości, z życia które w niej jest... Przecież sam jej to wszystko dał. Ale jak bardzo tęskni, żeby otoczyć ją swoimi ramionami i poczuć jej oddech na swoim policzku, wtulić się w nią i rozkoszować tą chwilą marząc, żeby trwała wieczność, żeby już teraz zaczęła trwać wiecznie. Tak tęskni Ojciec. Tak tęskni Bóg za swoją córką. Za mną.
*
W te wakacje bardzo wzmaga we mnie tęsknota za tym, żeby już to umieć. Nie żeby przestać być pełną życia i świeżej, dziecięcej ciekawości i zachwytu. To jest dar od Taty, który dostałam, żeby nim służyć. Ale żeby się częściej i dłużej zatrzymywać.
Tęsknię za objęciami Ojca.
Tęsknię za chwilami wyciszenia, za głębokim oddechem, za ożywczym powiewem.
Tęsknię za prostotą, za wolnością od wszelkiej sztuczności i nikomu niepotrzebnych praw i reguł, które sama sobie narzuciłam.
Tęsknię za tym, żeby włożyć moje życie w Jego ręce i rzeczywiście je tam zostawić, żeby z całkowitą ufnością patrzeć tylko dokąd mnie zaprowadzi, słuchać tylko, dokąd mnie pokieruje i bez lęku iść za Nim.
*
Bóg jest. Bóg jest dobry. Bóg jest miłością. Tęskni za mną i tęskni za Tobą. Chodź. Zatrzymajmy się teraz razem, zamknijmy oczy i ukryjmy się w Nim. Nasyćmy się Jego miłością. Odpocznijmy.

poniedziałek, 7 lipca 2008

Dojrzałość

Usłyszałam dzisiaj taką definicję człowieka duchowo dojrzałego: "Osoba duchowo dojrzała, to ktoś, kto zachowuje pokój bez względu na okoliczności".


Uch, poszło w pięty. Muszę spojrzeć prawdzie prosto w oczy... Nawet jeszcze na horyzoncie mi to nie majaczy. Ale tęsknię. Biegnę do przodu, do nagrody, która jest w Chrystusie. W Jezusie i tylko w Nim moja nagroda i wytęsknienie i ukojenie i spełnienie. Pędzę i wiem, ze dotrę, nie dlatego, ze ja, ale dlatego, ze On.

Mt 11:28-29 [Jezus mówi:] Pójdźcie do mnie wszyscy, którzy jesteście spracowani i obciążeni, a Ja wam dam ukojenie. Weźcie na siebie moje jarzmo i uczcie się ode mnie, że jestem cichy i pokornego serca, a znajdziecie ukojenie dla dusz waszych.

Shalom, kochani. Shalom.