sobota, 1 marca 2008

Przejście przez Jordan


Przez wiele wiele lat mojego chrześcijańskiego życia nosiłam przydomek Mojżeszek, a to dlatego, że tyle o nim gadałam. A gadałam, dlatego, że tak wiele historii z jego życia niesamowice mocno przemawiało do mojego życia, tak wiele razy Bóg posługiwał się jego przykładem, aby wskazywać mi jakie konkretne decyzje mam podejmować, wiele razy mogłam też utożsamiać się z nim (szczególnie kiedy wyrywał sobie włosy z głowy i mówił Bogu, że on się do tej służby nie prosił, więc niech teraz Bóg coś zrobi, bo to był Jego pomysł!!! A Bóg mówił niezmiennie - "Wyluzuj Mojżeszku!"). Tak było przez wiele lat.
*
Aż nagle któregoś dnia, tak ze dwa lata temu, po tym jak podjęłam poważne decyzje o pewnych zmianach w moim życiu, Mojżesz zniknął. Uświadomiłam sobie to dopiero wtedy, kiedy pewien bardzo wrażliwy na głos Boży brat z dalekiej Afryki zaczął modlić się nade mną, żeby Bóg przeprowadził mnie przez Jordan, do którego mnie teraz doprowadził. No i wtedy pojęłam dlaczego Mojżesz zniknął - bo nad Jordanem go już nie było!
*
Minęły dwa lata, a ja dzisiaj znów usłyszałam od Pana, za pośrednictwem 5 Mojżeszowej (Powtrórzonego Prawa) 11:31, że mam przekroczyć ten Jordan i wziąć w posiadanie ziemię, którą Pan mi daje i w niej zamieszkać. Czyli sprawa jest aktualna i nabrzmiewa. I nadchodzi czas. Wszystko się zgadza: przez te dwa lata Bóg chodził za mną tak jak za Jozuem, i mówił, ża mam się nie bać i nie lękać. I tak samo jak jemu, musiał mi to mówić wiele razy, zanim zaczęłam rzeczywiście doświadczać w tej dziedzinie znaczących zmian, co jak wiecie było jednym z głównym moich wątków od września.
*
I tak jak Jozuemu mówił mi o wyborze. O tym, że Bóg mi daje Ziemię Obietnicy i że jest to Jego darem i łaską, ale ja sama muszę w nią wejść. Mam wybór, czy postawić nogę w ten Jordan czy nie. Czy uwierzyć, po czterdziestu latach wędrówki, że rzeczywiście jest coś więcej niż ta pustynia, z którą się już tak oswoiłam, czy to tylko mrzonka. Zdecydować się wejść w miejsce obfitości, nawet jeśli wiem, że będą się z tym wiązały bitwy. Zwycięskie, nie mniej bitwy.
*
Lęgną się we mnie różne decyzje teraz, bardzo konkretne, o których jeszcze za wcześnie pisać, ale które mogą zmienić moje przeznaczenie. Pytam się Pana jak mam iść i trzymam się Jego obietnicy, że tym, którzy sie go boją, wskazuje on, którą ścieżkę wybrać. Lęgnie się we mnie coś jeszcze, co nawet trudno opisać. Pewność rzeczy, których jeszcze nie widzę. Podnosi mi się czoło nad nieprzyjaciół, którzy wokół mnie stoją. Takie to jeszcze świeże, ledwo kiełkuje, ale jednak jest. Zbliża się, kolejne przejście. Jordan.
*
Tyle mówimy zawsze na naszych kazaniach o przejściu przez Morze Czerwone, jak to Pan wyprowadził nas z domu niewoli. Jak Jezus przeprowadził nas z życia do śmierci. I słusznie mówimy, bo bez tego, bez Jego niesamowitej łaski, nie mielibyśmy życia wiecznego, nie mielibyśmy Jego Ducha, który nas uczy, przemienia i pociesza, nie mielibyśmy śmiałego dostępu do tronu Boga! Zawsze będziemy chwalić Pana, który sam, mocą swojego wyciągniętego ramienia wyprowadził nas z niewoli grzechu!!! Ale z jakiejś przyczyny już mało mówimy o tym, że było jeszcze drugie przejście. Zapominamy o Jordanie i umieramy na pustyni, podczas gdy Ziemia Obiecana jest naprawdę i Bożą wolą jest to, żebyśmy do niej weszli.
*
A ty przeszedłeś już przez Jordan? Jeśli tak, zachęcam cię napisz do mnie o tym, żeby zbudować moją wiarę i żebyśmy mogli razem dziękować. Jeśli jeszcze nie... to przypomnij sobie, że jest drugie przejście, że jest więcej... I tak jak ja pytaj Pana, przyj naprzód, a kiedy nadejdzie czas - rusz w drogę! Pozdrawiam wszystkich wędrowców! Magda Ciągle w Drodze
*
PS
*
Nie minęło 5 minut od publikacji tego posta kiedy dostałam smsa o treści (po angielsku, więc tłumaczę) "Kochani, Bóg mówi do dzieci Izraela, idźcie naprzód! W tym miesiącu nic nie zmusi cię do tego, żeby oglądać się w tył, albo się cofać, będziesz szedł tylko do przodu. Spodziewaj się niezwykłego postępu". Ale jazda. Miło takiego smsa dostać, szczególnie w parę minut po napisaniu takiego posta. Całuje i poskakuję M
*
PS2
*
Tak juz w ramach całkowitej ciekawostki, ten sms przed chwilą też był od brata z dalekiej Afryki, ale nie tego samego co się modlił w sprawie Jordanu i w ogóle się nie znają, bo Afryka duza. Niemniej brat od smsa jest tez z Afryki i tez bardzo wrażliwy na głos Boży :) teraz juz naprawdę czołem i pa.

0 komentarze: