środa, 18 czerwca 2008

Kilka słów o odpoczynku

Coś nie wychodzi mi to hucznie zapowiadane częste pisanie... O niepoprawna Magdaleno! Narobiłaś nadziei, a teraz milczysz ;) No, jakoś to tak ze mną jest. Skończył mi się nawał lekcji, więc teraz rzuciłam się w wir robienia rzeczy Które-Czekały-Na-Takie-Czasy-Jak-Teraz. Tak więc spędzam więcej czasu na modlitwie. Więcej czasu biegając po Kabatach. Więcej czasu poświęcam korespondencji i spotkaniom z poszczególnymi wytęsknionymi jednostkami. Więcej czasu na porządki i przemeblowania. I takim sposobem znów nie mam morza czasu. Ale zastanawiam się - czy to chodzi o to, żeby mieć morze czasu? Raczej chodzi o to, żeby mieć czas zajęty właściwymi rzeczami. A coraz większy procent mojego czasu, dzięki Bogu, w moim odczuciu, należy właśnie do tej kategorii, choć ciągle potrzebuje jeszcze wiele wzrastać w tej dziedzinie.

*
Dziś na modlitwie Bóg położył mi na sercu takie słowa: "Nie spiesz się! Nie spiesz się z realizacją swoich wielkich planów i marzeń. Nie spiesz się wykonując codzienne obowiązki. Nie trać czasu i nie leń się, rób gorliwie po kolei zadania dnia i bez lęku podejmuj kroki w kierunku swojego przeznaczenia, ale nie spiesz się! Pośpiech jest jednym z głównych złodziei pokoju duszy!"
*
Myślałam sobie potem, że w Biblii wiele jest pochwał pracowitości i ostrzeżeń o smutnym losie czekającym "leniwca". Ale z drugiej strony przypominało mi się jak wiele jest wspomnień o odpoczynku, wyciszeniu, uspokojeniu, zatrzymaniu się. Bóg obiecuje, że w Nim znajdziemy odpoczynek. Mówi, że w odpoczynku jest nasz ratunek. W czasach Starego Testamentu karą za łamanie szabatu była śmierć, a czas tego świętego odpoczynku nazwany jest znakiem przymierza między Bogiem a Jego ludem. Oczywiście biblijny odpoczynek to coś nieco innego niż wakacje w modnym kurorcie czy gapienie się w telewizor. To uwolnienie od lęku i zmagania, wypływające z głębokiej relacji z Nim - przez którą do głębi naszego jestestwa zaczyna przenikać świadomość, że ktoś potęzny nad nami czuwa, że naprawdę jesteśmy ukochani tacy jacy jesteśmy, że jest ktoś kto nas naprawdę rozumie i nigdy nas nie zostawi. Ze jest z nami Dawca Pokoju i Pociechy, Ten, który wskazuje kierunek i prowadzi po właściwych ścieżkach. Ze jest Ktoś, kto nabył dla nas niebo - i ze przy wspaniałości nieba naprawdę blaknie kazdy brak, którego mozemy doświadczać na ziemi. Nie muszę się juz bać. Niespełnione pragnienia nie muszą mnie paralizować i okradać z radości. Mogę się w Nim ukryć, wtulić się i... odpocząć. W tym odpoczynku mogę wyjść z miejsca intymności z Bogiem i chodzić nawet pośród najbardziej szalonego dnia. Piękne.
*
Z drugiej strony nie chcę, żebyście pomyśleli, ze Bóg jest przeciwnikiem wakacji i rekreacji!!! Pan pragnie zebyśmy w odpowiednich proporcjach korzystali z tego wszystkiego co On dla nas stworzył. On czerpie radość z naszej radości. Kiedyś pamiętam tańczyłam do pewnej melodii. Owszem, chrześcijańskiej, ale trochę takiej pop kulturowej mimo wszystko, bez głębszej treści. Zwykle to jak tańczę to są to pieśni pełne pasji wyznające Bogu moją miłość i uwielbienie. Ale ta piosenka... Nie tańczyłam jej po to, żeby coś Bogu powiedzieć, tańczyłam po prostu dlatego, ze melodia była taka, że same mnie nogi niosły. Baaaaaardzo przyjemne. Przetańczyłam tę piosenkę od początku do końca chyba ze trzy czy cztery razy i stwierdziłam, ze to tak głupio tańczyć tak "bezmyślnie", nic przez to nie wyrażając. I pamiętam, jak głos Boży ostro przerwał to moje myślenie i w sercu wyraźnie rozbrzmiały mi słowa: "Tańcz, proszę!!! Twoja radość z tego tańca jest dla mnie rozkoszą". Miałam wrażenie, że widzę Jezusa jak siedzi w moim fotelu i patrzy na mnie tak jak dumny ojciec patrzy na pląsającą córeczkę, ciesząc się z płomyków radości w jej oczach, z życia i energii, które ją rozpierają, z jej śmiechu, z tego, że jest zdrowa, ciekawa świata, zachwycona istnieniem. Nie musiałam wtedy niczego udowadniać ani dobudowywać idei, która by udowodniła, że moja chwila przyjemności ma jakieś głębsze przesłanie, przez które stanie się możliwa do zaakceptowania przez Boga. Nie. Sam fakt, że ten moment był dla mnie przyjemością sprawiał Mu radość.
*
W tę niedzielę był długo wyczekiwany grill. Piękna sprawa. Wbrew ponurym prognozom pogody, Pan odpowiedział na nasze wołanie i dał nam piękną pogodę i pięknych ludzi, którym mogliśmy służyć, niczym innym jak tylko tym, że mogli przy nas siąść i "odpocząć trochę". Coś zjeść, trochę się pośmiać, poznać nowe osoby, spotkać starych znajomych, nacieszyć się słoneczkiem i przyrodą. Wszyscy byli bardzo zbudowani. A ja najbardziej byłam zbudowana tym jak zbudowany był mój brat... Jego marzenia i wizje zaczynają się po trochu realizować. Co prawda, oczywiście, jak tylko jedne marzenia się zaczynają spełniać, on zaczyna widzieć już następne cele... Nie mniej teraz ma radość z tego, że coś co było przez lata tylko nadzieją i tęsknotą staje się ciałem. I pomimo licznych radości na grillu, żaden nie przebił radości, jaką w siostrzanym sercu budzi radość i powodzenie ukochanego młodszego brata. O ilez bardziej naszą radością cieszy się Ojciec, który jest samą Miłością!
*
Tak więc u progu sezonu wakacyjnego: Nie bójcie się odpoczywać. Nie bójcie robić sobie przerwę. Nie wstydźcie się czystej "bezużytecznej" przyjemności. Ale przede wszystkim i ponad wszystko szukajcie odpoczynku w Nim a nie w bezczynności i bierności. Kiedy będziecie mieli w Nim odpoczynek, nie przegapicie punktu równowagi między pełnym mozolnej pracy życiem faryzeusza a bezowocnym i pełnym porażek życiem leniwca. Kiedy będziecie mieli odpoczynek w Nim, w ogóle niczego nie przegapicie. Nie przegapicie życia. Czego życzę wam i sobie samej :) Całuję M

1 komentarze:

pani biolog pisze...

chciałabym tak samo doświadczyć tego że Bóg się mną cieszy, a nie tylko marszczy czoło patrząc jak mam kolejny ze sobą problem..

ichtios